Metoda D’Hondta to jedna z najważniejszych metod stosowanych w systemach wyborczych. Polega ona na podziale mandatów między partie polityczne w sposób proporcjonalny do liczby głosów, jakie uzyskały w wyborach. Jest to skomplikowany proces, który wymaga dokładnej analizy wyników wyborów oraz matematycznych obliczeń. The Creighton Model FertilityCare™ System (CrMS) polega na wystandaryzowanych obserwacjach i zapisywaniu na karcie obserwacji biologicznych markerów, które są kluczowe dla zdrowia i płodności kobiety. Te „biomarkery” są wyznacznikami czasu płodności i niepłodności. Dzięki temu system może być stosowany zarówno w celu uzyskania poczęcia, jak i odkładania poczęcia w czasie. Biomarkery mogą również sygnalizować nieprawidłowości występujące w cyklu. CrMS pozwala kobiecie doskonale poznać tajniki jej cyklu miesiączkowego. CERTYFIKOWANI INSTRUKTORZY CREIGHTON MODEL Anna Wojtyła Certified Fertility Care Practitioner Małgorzata Pezda Certified Fertility Care Practitioner Monika Szczepanik Certified Fertility Care Practitioner Oferujemy zniżki na wybrane usługi dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny oraz Rodziny TRZY PLUS!

Ablacja jako metoda leczenia zaburzeń rytmu serca – na czym polega? Ablacja serca jest obecnie najskuteczniejszą metodą trwałego leczenia zaburzeń rytmu serca. Nie wykorzystuje się jej w terapii zaburzeń przejawiających się zbyt wolną pracą serca (bradyarytmie, które leczy się poprzez wszczepienie stymulatora), ale zbyt szybkich

W Polsce przyjęto ostatnio ustawę regulującą kwestie związane z zapłodnieniem pozaustrojowym in vitro. Czym tak naprawdę jest in vitro i jak się odbywa? Czy rzeczywiście daje szansę niepłodnym parom na trwałe wyleczenie i jaką ma skuteczność? Polecam poniższy artykuł dra Tadeusza Wasilewskiego, który zajmował się tą techniką przez 14 lat swojej praktyki lekarskiej i opisuje szczegółowo procedurę in vitro i związane z nią aspekty etyczne. autor: Tadeusz Wasilewski Jest niepodważalnym faktem naukowym, że życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia. Trzeba pamiętać, że w metodzie in vitro, aby powołać do życia jedno dziecko, niszczy się statystycznie od pięciu do sześciu innych istnień ludzkich. Ukończyłem studia w 1984 roku. Zanim zająłem się niepłodnością profesjonalnie, specjalizowałem się w położnictwie i ginekologii. Zrobiłem pierwszy i drugi stopień specjalizacji i w 1993 roku, po kilkuletniej pracy w szpitalu, przeszedłem do pracy w klinice leczenia niepłodności małżeńskiej. To była jedna z pierwszych prywatnych klinik w Polsce, gdzie leczenie niepłodności odbywało się wszystkimi dostępnymi metodami, jakie dzisiaj medycyna rozrodu oferuje małżeństwom, które nie mogą mieć dzieci. Ta moja praca trwała do 2007 roku, bo w tymże roku zrozumiałem dzięki działaniu Pana Boga, dzięki miłosierdziu Bożemu, że program in vitro to nie jest metoda, którą się powinniśmy posiłkować. Nie tylko ja, ale w ogóle wszyscy – cała medycyna. Wyszedłem na ulicę, nie wiedząc, co dalej będę ze sobą robił. To nie miało żadnego znaczenia – ja po prostu nie chciałem więcej niszczyć istnień ludzkich, które to niszczenie, niestety, w przebiegu programu in vitro, w metodzie zapłodnienia pozaustrojowego, odbywa się w sposób nieunikniony. Szukałem swojego miejsca – i to miejsce znalazłem. Pan Bóg mi pokazywał, codziennie, malutkimi kroczkami, jak mam dojść do tego, aby swoje doświadczenie wykorzystać dalej do pomocy małżeństwom, które cierpią z powodu niepłodności, tylko zupełnie już w innej metodzie – w metodzie, która szanuje każdą istotę ludzką, jej życie i jej niepłodności Powinienem zacząć od omówienia pewnej fizjologicznej prawidłowości. Mianowicie jeżeli małżeństwo, kobieta i mężczyzna, mają po 35 lat lub mniej i starają się o poczęcie dziecka, jeżeli są stuprocentowo zdrowymi ludźmi, to szansa na poczęcie w jednym cyklu miesięcznym kobiety wynosi około 20%. I wg definicji WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) te 20% każe czekać na poczęcie dziecka do roku. Jeżeli przez rok nie następuje ciąża, nie pojawia się nowa istota ludzka, rozpoznajemy niepłodność małżeńską. WHO wyszła z założenia, że jesteśmy całkowicie analfabetami, jeżeli chodzi o postrzeganie naszego organizmu, naszej płodności. Bo się okazuje, że jeżeli kobieta umie nadzorować swoją płodność, umie odróżniać w cyklu miesięcznym dni, które są najbardziej odpowiednie dla poczęcia nowego istnienia ludzkiego, no to wtedy szansa rośnie do 30%, czy nawet więcej. I wtedy okres oczekiwania na dziecko na pewno się skraca, nawet do pół roku. Niepłodność dzisiaj dotyka co piątą – szóstą parę małżeńską. Szacuje się, że w Polsce do 2 mln ludzi cierpi z powodu niepłodności małżeńskiej. Podobnie jest w każdej społeczności na kuli ziemskiej. Im ta społeczność jest bardziej rozwinięta, bardziej w naszym pojęciu cywilizowana, tym ta niepłodność pojawia się częściej. Nie jest to przypadek. Płacimy za rozwój cywilizacji tym, że stopień naszej płodności po prostu maleje. Wobec tego niezależnie, czy to jest skutek innych chorób, które istnieją, czy też byśmy o niepłodności mówili jako o chorobie, to jest to tak potężne zjawisko społeczne i rodzinne, że warto o tym mówić. Dlatego narodziła się nauka medyczna, która opowiada o niepłodności, która ją opisuje, znajduje jej przyczyny i sposoby, żeby ją eliminować. Właśnie ta gałąź medycyny nazywa się medycyną rozrodu. Ogólnie przyczyny niepłodności można zobrazować w sposób następujący: jeżeli przed nami siada sto małżeństw, dobranych losowo, które mają kłopot z poczęciem dziecka, to najprawdopodobniej u 40 z tych małżeństw znajdziemy przyczynę po stronie kobiety. U 40 z nich przyczyna będzie po stronie mężczyzny, a u 20 z tych stu małżeństw przyczyna będzie tkwiła i po jednej, i po drugiej stronie. Tak bardzo równo rysuje się ten podział. Gdybyśmy chcieli uszczegółowić te przyczyny, to trzeba powiedzieć, że czynniki hormonalne stanowią o 20 – 30% całej niepłodności małżeńskiej. Za czynnikami hormonalnymi kryje się przede wszystkim pojęcie kłopotów z jajeczkowaniem, z owulacją. Ale nie tylko. Bo przecież obniżona wartość nasienia męskiego często też może mieć podłoże hormonalne. Następne 20 – 30%, czyli taka sama liczba, to są czynniki mechaniczne, to znaczy: niedrożność jajowodów, obecność zrostów na miednicy mniejszej, czyli tam, gdzie jest usytuowany narząd rodny, jak również endometrioza. Czynnik męski stanowi do 40% całej niepłodności, czynniki immunologiczne natomiast 5% (według mnie nawet więcej). Niepłodność zatem jest konsekwencją „cywilizacji” w postaci chemizacji życia, używania syntetycznych wyrobów, włącznie z pokarmem. Poza tym są jeszcze czynniki nierozpoznane, które obejmują 10 – 20% niepłodności. To jest tzw. niepłodność idiopatyczna, czyli taka, której przyczyny lekarze nie mogą z niepłodnością Już wiedząc, czym jest ta niepłodność i jak często występuje, znając przynajmniej z grubsza przyczyny, lekarz zaczyna szukać sposobów, aby tę niepłodność eliminować. Dzisiaj medycyna rozrodu dysponuje trzema formami pomocy. Pierwsza forma polega na tym, że nadzoruje się przebieg cyklu miesięcznego kobiety (poprzez ocenę ultrasonograficzną, poprzez badanie ginekologiczne, poprzez ocenę aktywności hormonów płciowych w organizmie kobiety) w celu wskazania czasu, w którym normalne współżycie małżeńskie ma najwięcej szans doprowadzenia do poczęcia dziecka. Oczywiście cykl miesięczny kobiety można „uzbrajać”, posiłkując się lekami – czyli stymulować jajeczkowanie, dawać leki w drugiej fazie cyklu, już po owulacji, tzw. leki suplementujące tę drugą fazę cyklu. I to jest sposób absolutnie, całkowicie naturalny, przy bardzo dyskretnej pomocy medycyny. Sposób ten jest aprobowany również przez lekarzy naprotechnologów, nie budzi on jakichkolwiek zastrzeżeń etycznych, moralnych. Z tego sposobu wszystkie cierpiące na niepłodność małżeństwa najchętniej by korzystały. Jednak medycyna rozrodu idzie dalej. Wykonuje się te wszystkie obserwacje i zabiegi, ale dodatkowo współżycie małżeństwa w zaciszu domowym, w tej intymności, jest zastępowane przez wykonywanie sztucznej inseminacji – czyli przez podawanie nasienia męskiego na szyjkę macicy lub do jamy macicy (inseminacja domaciczna), lub bezpośrednio do jajowodu. Jest oczywiste, że w tym sposobie można używać nasienia męskiego należącego do obcego mężczyzny, nie męża. I medycyna rozrodu tak właśnie postępuje. Dawcą nasienia jest przeważnie mężczyzna do 35. roku życia, który jest „zdrowy” (wszystkich chorób się nie zbada, stąd ten cudzysłów), który ma prawidłową wartość nasienia, który na przykład 3 – 4 razy w miesiącu przychodzi do takiej kliniki parającej się leczeniem niepłodności małżeńskiej, oddaje nasienie, za co dostaje po prostu pieniądze. Ta druga metoda jest już nie przez wszystkich aprobowana i jest na pewno etycznie błędna. Kolejna metoda, trzecia, oferowana dzisiaj przez medycynę rozrodu to jest metoda najbardziej kontrowersyjna. Polega ona na zapłodnieniu pozaustrojowym i jest nazywana programem in vitro (IVF ET).Techniczny przebieg programu in vitro Jak przebiega program in vitro? Najpierw jest krótka diagnostyka (trwająca 2 – 3 godziny) w postaci wywiadu, badania ginekologicznego, ultrasonografii, badań hormonów, badania nasienia i pada stwierdzenie: „Należy posiłkować się zapłodnieniem pozaustrojowym, żeby państwu pomóc, bo inaczej pomoc nasza byłaby na pewno nieefektywna”. Jestem absolutnie przekonany, że dzisiaj program in vitro jest bardzo mocno nadużywany. W wielu przypadkach medycyna rozrodu wychodzi z założenia, że to nie musi być ciąża uzyskana w sposób naturalny – więc najlepiej zrobić program in vitro i uzyskać efekt w możliwie najkrótszym czasie. I wiele z tych małżeństw, nie mając zielonego pojęcia ani o powodach takiej propozycji, ani o innych możliwościach, po prostu zgadza się na in vitro. Co się dzieje dalej? Po badaniu parametrów nasienia lekarze mają wydruk wyniku, nasienie zaś trafia do inkubatora, gdzie jest przetrzymywane w specjalnych warunkach. Po wyrażeniu przez małżonków zgody na program in vitro nasienie to podlega kriokonserwacji, czyli jest zamrażane w temperaturze ciekłego azotu: –193°C. Na tym rola mężczyzny w programie in vitro się skończyła. On może sobie wyjechać na drugi koniec świata i wrócić za dwa lub nawet pięć lat, i usłyszeć gdzieś z drugiego pokoju „mama, czy to prawda, że ten człowiek to mój ojciec?”… Oczywiście w programie in vitro można się posiłkować nasieniem świeżym. Ale bardzo często używane jest to nasienie właśnie, które uległo wcześniej kriokonserwacji. Kobieta natomiast przechodzi przez dwa kolejne etapy programu in vitro. Najpierw jest etap farmakologiczny, kiedy kobieta ma codziennie podawane leki mające na celu wystymulowanie w jajnikach wzrostu, dojrzewania pęcherzyków, które są ciągle obserwowane. W konsekwencji powstają pęcherzyki Graafa, czyli takie twory w jajnikach, które zawierają w swoim wnętrzu dojrzałe komórki jajowe. W cyklu naturalnym powstaje jeden pęcherzyk Graafa. W programie in vitro tych pęcherzyków Graafa musi być więcej, bo musi być więcej komórek jajowych. Ten etap farmakologiczny trwa od 10 do 14 dni. Drugi etap polega na działaniu manualnym, technicznym. Kiedy lekarz na podstawie badań uzna, że już jest odpowiedni czas, igłą punkcyjną wchodzi przez sklepienie pochwy, pod kontrolą ultrasonografii, do jednego i do drugiego jajnika. Igłą punkcyjną przebija pęcherzyki i pobiera ich zawartość. W laboratorium specjalista wyszukuje w płynach pęcherzykowych komórki jajowe. Zawsze tych komórek powinno być więcej niż jedna, inaczej nie zostanie osiągnięty dobry skutek w programie in vitro. I następnie te komórki jajowe są łączone z plemnikami. Plemniki się rozmraża (część ich zginęła, ale były ich miliony, więc duża część jest żywych, ruchomych) czy też korzysta się ze świeżej porcji nasienia. W klasycznym programie in vitro na płytce szklanej pod mikroskopem w środowisku plemników zatapiało się komórki jajowe. I plemnik spontanicznie trafiał do jednej komórki jajowej, drugi plemnik trafiał do drugiej komórki jajowej - i tak dalej. Było to w jakimś stopniu naśladowanie tego, co się dzieje w naturze. Drugi sposób, nowszy, to są tzw. mikromanipulacje, czyli docytoplazmatyczna iniekcja plemnika do komórki jajowej (w skrócie IXI). To nie jest jakiś nowy program in vitro, tylko to jest pewna czynność, bardziej nowoczesna, w obrębie programu in vitro. Następnie te istoty ludzkie, powstałe w wyniku połączenia komórki jajowej z plemnikiem, są w odpowiednim środowisku przenoszone do inkubatorów. Okazuje się, że różnica 0,1ºC w inkubatorze na plus czy na minus prowadzi do śmierci tych zarodków, one się dalej nie rozwijają. I tu moja uwaga: gdybyśmy nawet chcieli zrobić taki, jak to mówią w środkach masowego przekazu, „kościelny” program in vitro, to po prostu nie jest to możliwe, bo aparatura, urządzenia są zawodne. Wystarczy, że wyłączą prąd, wystarczy, że wystąpi drobna nieprawidłowość w działaniu aparatury lub ktoś przez nieuwagę popełni jakiś drobny błąd – i wszystkie istnienia ludzkie, które sztucznie powołaliśmy do życia, po prostu zginą. A zatem nie ma możliwości wykonywania programu in vitro bez ryzyka zadania śmierci istotom człowieka w pierwszych dniach jego istnienia Jak się dalej toczą wydarzenia w życiu nowego człowieka, poczętego na szklanej płytce w laboratorium? W pierwszej dobie ogląda się te istnienia ludzkie i ktoś, kto się na tym zna, mówi: „Są zapłodnienia”. W drugiej dobie, czyli po 48 godzinach od momentu połączenia komórki jajowej z plemnikiem, zarodek ludzki jest czterokomórkowy. Nastąpiły dwa podziały i są cztery komórki – komórki zarodka ludzkiego są nazwane blastomerami i taki zarodek składa się z czterech blastomerów. W trzeciej dobie, czyli po 72 godzinach, zarodek ludzki składa się z 8 komórek – z ośmiu blastomerów. I w piątej dobie to już jest blastocysta – to już bardziej zaawansowane stadium rozwoju człowieka. I w tej drugiej, trzeciej albo piątej dobie następuje wybór przeważnie dwóch najlepszych zarodków. Na jakiej podstawie? Podstawą są trzy warunki: tempo rozwoju zarodka, symetryczność komórek i ziarnistość. Wybór tych dwóch zarodków wcale nie musi być trafny i niejednokrotnie życie pokazuje, że nie był trafny... Co się dzieje z pozostałymi zarodkami? Mówi się o nich, że to są zarodki nadliczbowe. Ja się bardzo z tego powodu burzę, bo to są po prostu „nadliczbowi” ludzie! To są po prostu istnienia ludzkie w pierwszym stadium rozwoju, w początkowym stadium rozwoju. Żeby chociaż trochę zachować się elegancko i poprawnie etycznie, to medycyna rozrodu wymyśliła również dla zarodków kriokonserwację. Jest napisany odpowiedni program komputerowy, który steruje krokami zamrażania zarodka ludzkiego. Zamrożone istoty ludzkie mogą być przetrzymywane w temperaturze ciekłego azotu przez wiele lat, czas przechowywania generalnie nie ma znaczenia. Ma znaczenie etap zamrożenia i potem rozmrożenia. I okazuje się, że zarodek ludzki w większości przypadków nie przeżywa tych etapów zamrażania i rozmrażania... Po prostu większość zarodków ginie. To trochę tak, jakbyśmy dzisiaj musieli nagle bez przygotowania przebiec maraton – to jest zamrożenie, i drugi maraton – rozmrożenie. Proszę sobie wyobrazić, co z nami by się działo po przebiegnięciu bez uprzedniego treningu ponad 42 km. Nic dziwnego, że w kriokonserwacji zarodki ludzkie w 70 – 90% po prostu giną. Kiedy już są wybrane te dwa zarodki, wykonuje się tzw. embriotransfer i one trafiają do jamy macicy. Teraz kobieta wyjeżdża do domu, przyjmuje leki i po czternastu dniach wykonuje test ciążowy – albo z moczu, albo z krwi. Dzwoni do lekarza, który przeprowadzał procedurę zapłodnienia pozaustrojowego, i mówi: „Powiodło się” albo, niestety, płacze i mówi: „Nie powiodło się”. W tej drugiej sytuacji lekarz sobie przypomina o zamrożonych zarodkach. Wtedy można już nie indukować jajeczkowania, nie stymulować, nie przeprowadzać na nowo całego procesu farmakologicznego, można nie robić punkcji jajników, nie łączyć komórek jajowych z plemnikami, tylko przygotować jej organizm i w odpowiedniej fazie cyklu transferować zarodki, które uprzednio były zamrożone. Ale transferować można tylko żywe zarodki, tymczasem się okazuje, że pacjentka przyjeżdża na ten transfer po przygotowaniu, rozmrażamy te zarodki i dwa z nich w jednej pajetce po prostu nie żyją. Wyciąga się następną pajetkę: dwa – jeden żyje, drugi nie żyje… No i ten żywy jest podany do jamy macicy. A zamrożone były wszystkie żywe... Niestety, tak wygląda typowa praktyka programu in vitro. Trzeba też wiedzieć o tym, że po transferze zarodków, które uprzednio były mrożone, sukces jest minimalny w porównaniu do tego jak gdyby „świeżego” programu in vitro. Sukces rozumiany jako urodzenie całkowicie zdrowego dziecka...Konieczność zabijania w programie in vitro W medycynie rozrodu boimy się dwóch powikłań, dwóch rzeczy nie dopuszczamy. To jest zespół hiperstymulacji jajników i to są ciąże mnogie. Zespół hiperstymulacji jajników jest to powikłanie, do którego dochodzi tylko wtedy, kiedy zabieg się udał i pacjentka jest w ciąży. Na tym polega nieszczęście tego zespołu. Rozwija się ciąża, już bije serduszko u dzidziusia w jamie macicy, lekarz i rodzice już to widzą w ultrasonografii, a jajniki kobiety powiększają się, dochodzi w nich do powstania torbieli, większych czy mniejszych, pojawia się płyn w jamie brzusznej, pojawia się płyn w jamach ciała – w jamie opłucnowej, w jamie osierdziowej – dochodzi do zaburzeń wieloelektrolitowych, dochodzi do niedobiałczenia organizmu kobiety, dochodzi do zaburzeń układu krzepnięcia i do zagrożenia zdrowia i życia kobiety. Zespół hiperstymulacji jajników może powstać przy użyciu każdego z trzech sposobów leczenia. Jeżeli lekarz naprotechnolog daje leki stymulujące jajeczkowanie, musi się liczyć z tym, że czeka go powikłanie w postaci zespołu hiperstymulacji jajników. Ale zespół ten wystąpi sto tysięcy razy częściej w programie in vitro. Dlaczego? Właśnie dlatego, że tutaj dąży się do wyhodowania nienaturalnie dużej liczby pęcherzyków jednocześnie. Gdyby program in vitro był wykonywany na pojedynczym pęcherzyku z jedną komórką jajową, to szanse powodzenia byłyby mniejsze niż 5%. A cena programu in vitro zostawałaby ta sama. Wobec tego dzisiaj ośrodki, kliniki programu in vitro walczą o pacjentów. A żeby walczyć o pacjentów, to muszą wypuścić w świat wynik dużo większy niż 2 lub 5%. Dzisiaj najlepsze kliniki na świecie programu in vitro w tym jednym przebiegu metody zapłodnienia pozaustrojowego osiągają wynik od 40 do 45%. Oczywiście są ośrodki, w których to prawdopodobieństwo jest poniżej 10 procent. Ale w warunkach konkurencji nikt nie może sobie pozwolić na zejście poniżej 5%. Średnia w Europie, podawana za ubiegły rok, „sukcesów” w przebiegu programu in vitro to jest ok. 28%. Żeby mieć te 28%, to trzeba uzyskać w wyniku stosowanych leków od sześciu do kilkunastu komórek jajowych. Czyli lekarz musi dać duże dawki leków powodujących hiperstymulację jajników. Drugim powikłaniem medycznym są ciąże mnogie. Statystycznie udowodniono, że przed wyborem tych dwóch najlepszych zarodków musimy dysponować ich liczbą od 6 do 8. Mniej niż sześć zarodków – na przykład kiedy wybieramy te dwa najlepsze zarodki spośród trzech – szansa na wynik końcowy pozytywny jest dużo, dużo mniejsza. Jeżeli natomiast liczba zarodków przekracza osiem, to wcale nie rośnie szansa na sukces. Czyli statystycznie dowiedziono, że to jest 6 – 8 zarodków. Podobnie statystycznie udowodniono, że do jamy macicy powinny trafić dwa zarodki. Jak trafia jeden, to szansa jest mniejsza. Jak trafiają dwa, to ta szansa jest optymalna. Jak trafiają 3 – 4 zarodki, czy też 5 zarodków trafia, to oczywiście szansa na ciążę rośnie, ale też rośnie bardzo mocno zagrożenie wystąpieniem ciąży mnogiej. I okazuje się, że pomimo transferu dwóch zarodków do ciąży mnogiej, do ciąży bliźniaczej, dochodzi w ok. 25% przypadków. Jak transfer jest dokonywany przy użyciu trzech zarodków, to ciąża bliźniacza zdarza się już z prawdopodobieństwem powyżej 35%. Oczywiście zdarzają się już wtedy ciąże trojacze. Dlaczego boimy się ciąż mnogich? Z prostego powodu. Pan Bóg nam umożliwił chodzenie w ciąży pojedynczej. 99,9% kobiet chodzi w ciąży pojedynczej. I tak jest w gatunku ludzkim. Ciąża bliźniacza – czy wieloracza – jest zawsze zagrożona ukończeniem przed terminem. Światło jamy macicy nie nadąża ze wzrostem w stosunku do masy dzieci, które się w tej jamie rozwijają. I te włókna mięśniowe rozciągnięte maksymalnie nie wytrzymują tego i dochodzi do poronienia albo porodu przedwczesnego – czyli do ukończenia porodu przed terminem, kiedy dzieci nie są zupełnie zdolne do życia – i następuje ich śmierć czy urodzenie po prostu nieżywych dzieci, albo też urodzenie wcześniaków. A wcześniactwo, niska masa urodzeniowa, obniżona odporność u tych istnień ludzkich, częstość infekcji, jakie zdarzają się u tych noworodków – sprawiają, że jest to najczęstsza dzisiaj przyczyna, która stanowi o śmiertelności okołoporodowej. Czyli ciąża mnoga to jest wzrost powikłań w ogóle w ciąży i wzrost śmiertelności okołoporodowej. Czyli generalnie jest to porażka medycyny rozrodu. I teraz proszę sobie wyobrazić, że małżeństwo siada przed doktorem po raz piąty. I mówi: „Cztery razy już tu byliśmy, podchodziliśmy do programu in vitro. Przebieg programu in vitro ani razu nie dał pozytywnego rezultatu. Jesteśmy piąty raz, ostatni; do tej pory wydaliśmy ponad 100 tys. zł, nie pracowaliśmy przy tym, wszystkie urlopy i dwa lata – wszystko kręciło się tylko i wyłącznie wokół leczenia”. Oczywiście jest płacz, są łzy, jest olbrzymia determinacja… Doktor jest ambitny, chce sprostać temu zadaniu. W wyniku całej procedury finalnie dostaje pod mikroskopem cztery zarodki. No i jest decyzja: chce zwiększyć prawdopodobieństwo doprowadzenia do ciąży. Ale wie, że grozi hiperstymulacja, wie, że grozi wystąpienie ciąży mnogiej i jakie mogą być skutki tej ciąży mnogiej… Ale małżeństwo bardzo nalega i lekarz podejmuje decyzję: „podaję cztery zarodki do jamy macicy”. Pacjentka po dwóch tygodniach dzwoni i mówi: „Jest dodatni test” – i jest największa radość, jest najszczęśliwszą istotą na kuli ziemskiej w tym momencie. Po dwóch tygodniach przyjeżdża, robi USG i dowiaduje się, że w jamie macicy są cztery pęcherzyki ciążowe. Cztery istnienia ludzkie zagnieździły się i się rozwijają. Przez uprzednie razy ani jeden zarodek się nie przyjął, nie zaimplantował się i nie rozwijał. A tym razem wszystkie. Ja widziałem takie zdarzenia. Bo to nie człowiek decyduje, jak to ma być. I co się dzieje dalej? Była wielka radość, a po dziesięciu tygodniach są łzy, płacz – doszło do poronienia… Wobec tego znowu wymyślono – i technicznie w medycynie jest to możliwe – usuwa się dwa pęcherzyki ciążowe poprzez uśmiercenie dwóch płodów. Jest ósmy – dziesiąty – jedenasty tydzień – uśmierca się dwa płody i ciąża jest bliźniacza, rozwija się i szanse jej donoszenia i urodzenia tych dzieci blisko terminu porodu zwielokrotniają się, nie dochodzi do powikłania w postaci poronienia po prostu czy urodzenia nieżywych dzieci. Tak zwana embrioredukcja – znowu bardzo mądre słowo, za którym stoi straszna rzeczywistość zadania śmierci człowiekowi. Oczywiście o tym głośno nikt nie mówi, ale tak się pokolenia stworzonego przez in vitro W 1978 roku, czyli 32 lata temu, doszło do porodu pierwszego dziecka, którego poczęcie nastąpiło w obrębie metody zapłodnienia pozaustrojowego. Wobec tego metoda jest bardzo młoda, do końca nie poznana. Wiele małżeństw, które korzystają z programu in vitro i którym się udaje uzyskać upragnioną ciążę, odpępnia się, zapomina o instytucji, w której byli, i nie chcą mówić o programie in vitro oraz o jego długofalowych skutkach. Im dłużej trwa procedura programu in vitro, tym więcej jest informacji na temat dzieci, do których poczęcia doszło w wyniku zastosowania tej metody. U tych dzieci obserwuje się zdecydowanie więcej nieprawidłowości genetycznych. Zauważono, że występuje u nich nieprawidłowy, zwolniony rozwój psychomotoryczny do drugiego – piątego roku życia. Ten ich rozwój psychomotoryczny później zaczyna się wyrównywać i one doganiają dzieci, które poczęły się w sposób naturalny. Ale nieprawidłowości genetyczne zostają. Udowodniono, że u dzieci poczętych i urodzonych w wyniku użycia metody pozaustrojowej o 30 – 40% wzrasta ryzyko wad genetycznych. I tych doniesień jest coraz więcej…Okrutna selekcja Jan Paweł II zawsze stał na stanowisku, że nauka ma się rozwijać. Że ona ma się rozwijać dla dobra każdego człowieka, dla dobra nas wszystkich. Ale bardzo walczył o to, żeby ten rozwój nie kolidował z godnością i z życiem żadnego człowieka. Spróbujmy zobaczyć, jak to jest w programie in vitro. Życie – nie dla wszystkich dzieci. Wybór – wybieramy spośród tych 6 – 8 zarodków dwa naszym zdaniem najlepsze. „Życie za życie” – tak jest nazywana metoda programu in vitro... Walczymy o poczęcie życia kosztem śmierci innych istnień ludzkich. Mrożenie, embrioredukcja, czyli uśmiercanie tych „nadliczbowych” istnień, które rozwinęły się w jamie macicy, i diagnostyka przedimplantacyjna, która w tej chwili zdobywa salony medyczne. Okazuje się, że taki embrion ośmiokomórkowy na przykład – można mu pobrać tę jedną komórkę, rozłożyć ją na czynniki pierwsze, zobrazować, jaki jest garnitur chromosomów, jaka jest genetyka tej komórki – czyli całego zarodka, bo w każdej komórce będzie to samo – i stwierdzić: zarodek jest chory, jest wada genetyczna. Niestety, takiemu zarodkowi na pewno nie pozwoli się dalej żyć... Diagnostyka przedimplantacyjna to również możliwość wyboru odpowiednich cech naszego potomka. I okazuje się, że w klinikach amerykańskich od jednego procentu wszystkich małżeństw, które się tam zgłaszają i są poddawane programowi in vitro, pada zamówienie na konkretne dziecko. To dziecko musi być obarczone wadą, tak żeby nie mogło być lepszym od rodziców... Niejednokrotnie zamawia się dzieci o określonej płci, o określonym kolorze oczu, włosów itd., itd. Diagnostyka przedimplantacyjna nie służy ludzkości. Odwołując się jeszcze do słów Jana Pawła II, to warto zauważyć to, co on mówi: „od początku istnienia człowieka aż do naturalnej śmierci”. Dzisiaj cywilizacja dobiera się do dwóch etapów naszego życia: kiedy jesteśmy zarodkami, i wtedy, kiedy mamy już po 90 lat na przykład, nie wiemy, jak się nazywamy i gdzie jesteśmy… Jesteśmy „obciążeniem” dla ludzi nas otaczających – i niestety, eutanazja jest już bardzo blisko nas i jeszcze moment, a podobnie jak program in vitro przywędruje również do Polski, jeżeli nie dostanie solidnego oporu i powiedzenia słowa „nie” połączonego z praktycznym działaniem. Bo dorosły człowiek nie pozwoli zrobić sobie krzywdy, natomiast zarodek nie ucieka, jest pod mikroskopem, zdany na naszą łaskę, na łaskę doktora, który za to odpowiada. Tak samo staruszek. Dlatego tak ważne jest, żeby nasze społeczeństwa rozumiały to, że walcząc o życie każdego istnienia na każdym etapie rozwoju człowieka, trzeba widzieć w nim siebie i oddawać cześć dla Pana Boga, który jest stworzycielem życia na a zapobieganie niepłodności Dużo się mówi w medycynie rozrodu na temat przyczyn niepłodności, na temat sposobów leczenia, poświęca się temu 99,9% uwagi. Natomiast zapobieganie niepłodności pomija się milczeniem – o tym się w ogóle nie mówi. Mniemam, że nie wynika to ze złej woli ludzi – lekarzy, którzy nie mówią o tym – myślę, że z braku czasu. Ale generalnie niepłodność jest takim „biznesem”, który przynosi kolosalne pieniądze, więc nie opłaca się jej zapobiegać ani jej leczyć. Po co mówić o czynnikach, które mogą przeciwdziałać tak mocno nasilającemu się zjawisku niepłodności? Czy odważy się dzisiaj lekarz na przykład w najbardziej oglądanym programie telewizyjnym mówić o zachowaniu cnoty czystości? Wyśmieją doktora! Zwariował – w XXI wieku mówi o zachowaniu cnoty czystości! A z moich obserwacji wynika, że rozpoczęcie wczesnego współżycia płciowego wiąże się z większą liczbą partnerów, zanim zawrzemy związek małżeński i będziemy chcieli mieć dzieci. Zarówno wczesne rozpoczęcie współżycia, jak i większa liczba partnerów sprawiają, że często zapadamy na choroby przenoszone drogą płciową. To wcale nie musi być kiła, to nie musi być rzeżączka – jest jeszcze tysiąc różnych innych drobnoustrojów, które w skrytości, prawie bezobjawowo, degradują płodność kobiety i mężczyzny. Degradują zdolność szyjki macicy do produkcji śluzu – a śluz jest takim mostem, po którym plemniki wędrują do jamy macicy i do jajowodów, jest takim mostem płodności. Jeżeli tego śluzu nie ma, plemniki nie wchodzą wyżej. Infekcje dotyczą również układu rozrodczego mężczyzny – maleje liczba plemników, słabnie ich zdolność ruchowa. Warto promować czystość przedmałżeńską. Właściwie lekarz powinien mówić pacjentkom, kiedy przychodzą do lekarza, mając 24 lata, że „to, że jest pani dziewicą, to jest pani wielki sukces i wielki atrybut, i to na pewno nie jest żadna ułomna cecha, tylko może być pani z tego dumna i się tym szczycić”. Ale tylko nieliczni to robią... Należy wyeliminować czynniki szkodliwe, przede wszystkim antykoncepcję. Idziemy do kiosku, kupujemy papierosy, na paczce jest napisane: „Palenie zabija”. Na tabletkach antykoncepcyjnych tak nie jest napisane, a przecież one nie są neutralne dla zdrowia i dla płodności. Odwrotnie: dzisiaj ginekolog bardzo często na byle jaką przypadłość pacjentki, wcale niekoniecznie proszącej o tabletki antykoncepcyjne, proponuje te tabletki. Proszę sobie wyobrazić, że przedstawiciele firm farmaceutycznych, którzy przychodzą do ginekologa, to są przedstawiciele firm produkujących tabletki antykoncepcyjne. Inni przedstawiciele nie przychodzą... 95% leków, które przepisuje ginekolog, to są tabletki antykoncepcyjne. Nie dziwmy się więc, że prawie każda wizyta kończy się wypisaniem recepty na antykoncepcję. Wszędzie się proponuje te tableteczki, nawet młodym dziewczynom, by im zaszczepić taki styl i sposób życia. Pomijam działanie rakotwórcze estrogenów. Estrogeny są potrzebne, to są nasze hormony – hormony kobiece, ale ich stosowanie z zewnątrz, niekontrolowane, długie, doprowadza do zwiększonej częstotliwości zapadalności na nowotwory piersi i na nowotwory trzonu macicy, tylko nie w wieku 25 lat, ale potem – w wieku 50 czy 60 lat, kiedy już nawet nie pamiętamy, że kiedyś się przyjmowało tabletki antykoncepcyjne... Ten fakt jest dzisiaj rzetelnie potwierdzony i znany w kręgach medycznych oraz naukowych. Antykoncepcja hormonalna wywołuje przedwczesne starzenie się szyjki macicy. Pacjentka starzeje się w sensie metrykalnym o rok, a jej szyjka macicy starzeje się o trzy lata. Czyli na przykład po 10 latach stosowania tabletek antykoncepcyjnych kobieta ma 30 lat, a jej szyjka macicy ma już lat 50... I jest problem z poczęciem dziecka – bo są dobre plemniki, są dobre komórki jajowe, ale nie ma mostu… Stąd wymyślono te inseminacje, stąd wymyślono program in vitro. A wystarczyłoby tylko, żeby sięgnąć do innych metod i do innych sposobów… Ale wszyscy wiedzą, że przemysł farmaceutyczny to jest kolosalnie dochodowy interes, w którym antykoncepcja zajmuje jedno z pierwszych miejsc. Jak z tego zrezygnować? Kilkaset czy kilka tysięcy osób na świecie zarabia na tym ogromne pieniądze, eksperymentując na innych i na pewno nie szanując ich zdrowia. Jak wobec tego można się spodziewać obiektywnych informacji, które są podawane w środkach masowego przekazu?… Wręcz w każdej babskiej gazecie są artykuły, „że trzeba żyć swobodnie”, „że trzeba być kobietą wyzwoloną”… Wyzwoloną z czego? By po 30 latach zachorować na raka piersi… Puszczanie takich informacji w eter to jest po prostu działanie zbrodnicze. Ale taki jest świat. Tak to wygląda... Dla zapobiegania niepłodności ważny jest również zdrowy styl życia – nie muszę chyba tego wyjaśniać. Ale ważniejsza jest zmiana modelu starań o pierwszą ciążę. Na pewno mając 20 lat, będziemy zdrowsi i bardziej płodni niż mając 35 lat. Ale mając 25 lub 30 lat, walczymy o to, żeby się wyedukować, żeby zająć jakieś stanowisko, żeby dojść do jakiegoś dobrobytu – dzisiejszego minimum materialnego: samochodu, domu itd., itd. To wszystko sprawia, że my w sposób nieświadomy wpędzamy siebie w populację ludzi, którzy cierpią z powodu niepłodności. No i najważniejszy czynnik – Pan Bóg, który jest dawcą życia i płodności. Bez Jego woli nie powstałby świat, nie powstaliby nasi rodzice, nie powstalibyśmy my. Bez Jego udziału nie jest możliwe poczęcie naszych dzieci. Szanujmy więc Jego zdanie w tej materii i żyjmy w jedności z med. Tadeusz Wasilewski, Białystok źródło: Miłujcie się! 4/2010
Naprotechnologia jest naturalną metodą leczenia niepłodności. Choć wykorzystuje komplet narzędzi medycznych i specjalistycznych badań, skupia się na przede wszystkim na obserwacji cyklu menstruacyjnego. Metoda Creightona obejmuje badanie śluzu (nawet kilkukrotne w ciągu dnia), pomiar temperatury, obserwacje samopoczucia i ogólnego
Model Creightona jest zarazem naturalną metodą antykoncepcji, jak i sposobem na zwiększenie swoich szans na poczęcie dziecka. Polega na obserwacji swoistych „biomarkerów”, śluzu szyjki macicy, aby wyznaczyć dni płodne u kobiety. Chociaż ze względu na swoje religijne korzenie metoda budzi kontrowersje, jej skuteczność w roli antykoncepcji jest porównywalna z konwencjonalnymi środkami, a wielu bezdzietnym parom pozwoliła się doczekać potomstwa. Niepłodność jest bardzo częstym problemem - więcej niż co dziesiąta para ma problem z poczęciem dziecka. Jego źródłem równie często są kobiety (35%) jak i mężczyźni, a u co piątej pary nie udaje się znaleźć przyczyny tego stanu. Model Creightona opiera się na obserwacji zewnętrznych przejawów zmian hormonalnych, które zachodzą w trakcie cyklu miesięcznego kobiety. Są nimi zmiany charakteru śluzu szyjkowego oraz wydzieliny pochwy, długość i intensywność krwawień miesiądzczkowych oraz występowanie plamień pomiędzy nimi. Dzięki temu można wyznaczyć dni płodne u kobiety. Model Creightona stanowi modyfikację metody Billignsów, a badania nad nim rozpoczęto już w latach 70’. Jak wykazuje The Journal of Reproductive Medicine, w roli metody antykoncepcji odznacza się on 99,5% skutecznością, czyli na 1000 par tylko 5 zachodzi w ciążę. Podobną cechują się tabletki antykoncepcyjne, natomiast prezerwatywa nawet niższą (ok. 97%). Jako naturalna metoda wspomagania płodności właściwie stosowany model Creightona może doprowadzić do zapłodnienia u ponad 70 na 100 par, w połączeniu z innymi metodami (np. naprotechnologią), jak piszą autorzy publikacji w Canadian Family Physician. Ponieważ model jest dość skomplikowany, wymaga odpowiedniej edukacji partnerów oraz nadzoru, aby jego stosowanie było skuteczne. Tym zadaniem zajmuje się instruktor modelu Creightona Instruktor modelu Creightona uczy świadomego współżycia Osoby zainteresowane modelem Creightona na początku odbywają wstępne szkolenie, które trwa około godziny. Następnie nad parą, która pragnie stosować model Creightona, czuwa instruktor, z którym spotykają się w regularnych odstępach czasu. Aby zostać instruktorem, należy zdobyć odpowiednie kwalifikacje podczas 13-miesięcznego kursu. Wspólnie z parą ustala indywidualny harmonogram spotkań, który jest dostosowany do ich potrzeb, każde z nich o długości 1,5 h. W ciągu pierwszego roku odbywa się 8 takich spotkań, w tym 5 w pierwszych 3 miesiącach, a kolejne co 6-12 miesięcy. Wiele par uważa, dzięki modelowi Creightona umacnia się ich relacja, a współżycie zaczyna być wyrazem wzajemnego szacunku oraz darem, który należy właściwie wykorzystywać. W odróżnieniu od konwencjonalnych metod antykoncepcji, w których współżycie jest spontaniczne, partnerzy uczą się, jak rozpoznawać dni, w których kobieta jest płodna. Instruktor modelu Creightona pokazuje zatem, jak współżyć świadomie, do czego niezbędna jest odpowiednia komunikacja między partnerami. Do wyznaczenia dni płodnych służą obserwacje śluzu szyjkowego. Pozwala to ustalić dzień miesiączki, w którym dochodzi do owulacji. Kiedy jest najbardziej przezroczysty, rozciągliwy i śliski (tzw. „śluz płodny”), to sygnał, że kobieta jest gotowa do zapłodnienia. Te zmiany korelują z fizjologicznymi wahaniami poziomu estrogenów (żeńskich hormonów płciowych), które zachodzą w trakcie cyklu miesięcznego kobiety. Instruktora modelu Creightona można znaleźć za pomocą witryny internetowej Fertility Care Centers of Poland. Wstęp na szkolenie wprowadzające zwykle nie jest odpłatny, ale za udostępnienie materiałów należy uiścić opłatę w wysokości 50 zł. Spotkanie szkoleniowe to wydatek ok. 150 zł (2 godziny). Bibliografia: Hilgers, TW; Stanford, JB (1998). "Creighton Model NaProEducation Technology for avoiding pregnancy. Use effectiveness.". The Journal of Reproductive Medicine 43 (6): 495–502. Tham, Elizabeth, Karen Schliep, and Joseph Stanford. "Natural procreative technology for infertility and recurrent miscarriage Outcomes in a Canadian family practice." Canadian Family Physician (2012): e267-e274;
Model Creightona Polega na codziennym pomiarze temperatury ciała i na tej podstawie określane są dni płodne kobiety. Stosunek przerywany Polega na usunięciu prącia z pochwy przed ejakulacją. Większość lekarzy nie uznaje tej metody jako środek zapobiegający zapłodnieniu. Metoda termiczna Metoda polegająca na obserwacji śluzu Co to jest NaProTECHNOLOGIA Czy ta metoda jest dla mnie? Jak rozpocząć leczenie Zalety NaProTECHNOLOGII Mężczyzna w NaProTECHNOLOGII Skuteczność NaProTECHNOLOGIA w Polsce i na świecie Wykaz lekarzy i instruktorów CrMS Creighton Model SystemTM Co to jest CrMS Spotkanie Wprowadzające Nauka obserwacji CrMS Warto przeczytać Nasze historie - doświadczenia małżonków leczących się metodą NaProTECHNOLOGY Rozmowa o zaletach NaProTECH- NOLOGII z dr Philipem Boylem, dyrektorem Fertility Care Centers of Europe (Galway, Irlandia) Ciekawe linki dotyczące Modelu Creighton i NaProTECHNOLOGY  Co to jest NaProTECHNOLOGIA NaProTECHNOLOGIA (z j. angielskiego NaProTECHNOLOGY - Natural Procreative Technology) – to nowoczesna dziedzina wiedzy ginekologiczno-położniczej bazująca na rozpoznawaniu naturalnego rytmu płodności i jej cyklicznej fizjologii. To sposób postępowania lekarskiego, które współpracuje z organizmem kobiety, jest przede wszystkim kompleksową metodą diagnozowania i leczenia różnych chorób, w tym także niepłodności. Jej twórcą jest Thomas Hilgers, profesor Wydziału Ginekologii i Położnictwa Akademii Medycznej w stanie Nebraska, USA. Zainspirowany przesłaniem encykliki "Humane vitae" Papieża Pawła VI w latach 80-tych XX wieku wraz ze współpracownikami założył Instytut Pawła VI w Omaha. Wcześniej opracował Creighton Model – metodę obserwacji płodności opartą na bardzo dokładnej i standaryzowanej obserwacji śluzu. Swoje doświadczenia, przebieg prac i badań naukowych, które były przeprowadzone przez ostatnie 28 lat, opublikował w książce Hilgers, The Medical and Surgical Practice of NaProTECHNOLOGY, Pope Paul VI Institute Press, 6901 Mercy Road, Omaha, NE 68106, 2004 NaProTECHNOLOGIA jest rodzajem terapii, której zasadą jest rozpoznawanie i leczenie zaburzeń prokreacji bez stosowania środków i metod niszczących jej naturalne mechanizmy. Wykorzystuje zarówno specjalistyczną wiedzę medyczną z dziedzin endokrynologii i chirurgii ginekologicznej, jak i dokładne prowadzone obserwacje cyklu płodności u kobiety. Zakłada ścisłą współpracę z parą małżeńską, która z pomocą instruktora prowadzi i dostarcza lekarzowi dokładne obserwacje przejawów płodności, zwłaszcza śluzu szyjki macicy. Diagnostyka i leczenie farmakologiczne są dopasowywane do przebiegu naturalnego cyklu owulacyjnego. Zachowana jest również zasada „ po pierwsze nie szkodzić” i dlatego nie stosuje się środków ani metod eliminujących prawidłową owulację, to jest nie stosuje się antykoncepcji nawet w celach leczniczych. NaProTECHNOLOGIA to propozycja dla kobiet w wieku od kilkunastu lat aż po okres menopauzy. Metoda ta służy nie tylko możliwie najłatwiejszemu poczęciu dziecka, ale stanowi też profilaktykę zdrowotną. Jest to prediagnostyka, która sygnalizuje kobiecie, gdy coś jest nie tak. W tym sensie NaProTECHNOLOGIA może być stosowana przez panie nieplanujące poczęcia dziecka. To system wczesnego ostrzegania przed problemami zdrowotnymi. NaProTECHNOLOGIA jest wykorzystywana w leczeniu: problemów z płodnością, nawykowych poronień, zespołu napięcia przedmiesiączkowego, depresji poporodowej, nawracających torbieli na jajnikach, endometriozy itp. Podsumowując, można z całą pewnością stwierdzić, że NaProTECHNOLOGIA jest dziedziną wiedzy ginekologiczno - endokrynologicznej, która w sposób niezwykle dokładny monitoruje i odsłania aktualny stan zdrowia ginekologicznego kobiety, a precyzyjnie oceniając go, określa przyczyny istniejących zaburzeń. Znając ich przycznę, potrafi w sposób optymalny im się przeciwstawić, wykorzystując w tym celu całą aktualnie dostępną wiedzę ginekologiczno - farmakologiczną oraz chirurgię. Dlatego dzisiaj, tak wiele kobiet chcąc uniknąć skutków "nowoczesnego" leczenia poszukuje rozwiązań medycznych, które mogłyby uchronić to, co stanowi podstawę ich kobiecości. NaProTECHNOLOGY a zespół policystycznych jajników (PCO) Zespół policystycznych jajników (PCO) jest bardzo często powiązany z niepłodnością. Wynika to stąd, że jajniki nie funkcjonują prawidłowo, a owulacja pojawia się nieregularnie. Dlatego kobiety cierpiące na zespół policystycznych jajników mają zazwyczaj długie i nieregularne cykle menstruacyjne. Wiele lat temu syndrom ten identyfikowano jako zespól Steina-Leventhala. Był on związany z brakiem miesiączki, otyłością, nadmiernym owłosieniem ciała, nadciśnieniem i niepłodnością. Tak też charakteryzowano kobiety z zespołem PCO. Współczesna nauka, dzięki badaniom hormonalnym, ultrasonograficznym i laparoskopowym pokazała, że większośc kobiet cierpiąca z powodu zespołu policystycznych jajników wcale nie jest otyła, nie ma nadciśnienia i występuje u nich miesiączka (choć mają długie i nieregularne cykle). Kobiety te mają natomiast bardzo często problem z płodnością. Diagnostyka zespołu policystycznych jajników (PCO) Przeprowadzenie precyzyjnej diagnostyki zespołu policystycznych jajników wymaga aby kobieta nauczyła się prawidłowo obserwować swój cykl menstruacyjny. Można to osiągnąć np. dzięki wykorzystaniu Modelu Creightona. Śledzenie cyklu menstruacyjnego jest bardzo ważne dla oceny zdrowia pacjentki, a następnie dla zastosowania odpowiedniego leczenia. Wymagane jest wykonanie pełnego profilu hormanalnego. Powinien on zawierać badania hormonów takich jak: FSH, LH, androstendionu, testosteronu, wolnego testosteronu, DHEA, prolaktyny, beta-endorfin, TSH, FT3, FT4, progesteronu i estradiolu. Po wykonaniu tych badań możliwe jest wyeliminowanie niektórych przyczyn nieregularnych cykli i definitywnie zdiagnozowanie zespółu PCO. Dodatkowo wykonywane jest badanie ultrasonograficzne miednicy mniejszej. Jajniki kobiety z PCO często są o wiele większe i wielotorbielowate. W pewnych przypadkach przeprowadzana jest również diagnostyka laparoskopowa. Leczenie zespołu policystycznych jajników (PCO) Jednym z pierwszych zadań w leczeniu zespołu policystycznych jajników jest zmniejszenie produkcji męskich hormonów. Uzyskuje się to farmakologicznie lub przez klinową resekcję jajników. Leczenie płodności można osiągnąć także przez stymulację owulacji np. Clostilbegytem. Wspomniana wyżej klinowa resekcja jajników jest procedurą chirurgiczną polegającą na klinowym usunięciu części tkanki jajnika, przez co ulega on zmniejszeniu i poprawia się jego funkcjonowanie. Choć jest to operacja znana od dawna, obecnie powraca do łask, gdyż znacząco poprawiła się w medycynie zdolność do zapobiegania powstawaniu zrostów. Dodatkowo, zabieg jest wyjątkowo skuteczny jeśli chodzi o obniżenie poziomu męskich hormonów i regulację cyklu menstruacyjnego, co jednocześnie poprawia płodność i obniża ryzyko wystąpienia raka piersi i raka macicy. NaProTECHNOLOGY a nawykowe poronienia Poronienie definiowane jest jako śmierć dziecka przed 20-tym tygodniem życia prenatalnego. Zjawisko to występuje u około 15-20% wszystkich poczęć. Trzy lub więcej poronień pod rząd może być nazwane poronieniami nawykowymi. Dlatego kobiety u których występują poronienia nawykowe powinny poddać się specjalnym badaniom w celu znalezienia przyczyny ich występowania. Kobiety po poronieniach nadal mają szansę urodzić zdrowe dziecko. Powód nawykowych poronień może być nieznany, ale wiele przyczyn da się określić np. zaburzenia hormonalne, problemy dotyczące chromosomów, choroby matki, zaburzenia układu immunologicznego, nieprawidłowości występujące w macicy, czynniki związane ze środowiskiem i stylem życia. Zaburzenia hormonalne Progesteron jest hormonem odpowiedzialnym za przygotowanie tkanki macicy do odżywiania rozwijającego się w niej dziecka. Jeśli nie dochodzi do zapłodnienia następuje spadek poziomu progesteronu i w konsekwencji złuszczanie tkanki wyścielającej macicę. Jeśli natomiast nastąpi zapłodnienie, progesteron będzie nadal produkowany. Poziom tego hormonu jest sprawą kluczową, gdyż jest on odpowiedzialny za utrzymanie ciąży. Ponieważ w przypadku niedoboru progesteronu może nastąpić poronienie, lekarz może zalecić suplementowanie progesteronu w ciąży. Zaburzenia chromosomalne Większość problemów chromosomalnych pojawia się samoistnie i nie ma żadnego związku ze zdrowiem matki lub ojca. w niektórych przypadkach zmiany chromosomalne rodziców mogą powodować nawykowe poronienia. Dla ich wykrycia wykorzystuje się wtedy specjalne badania genetyczne. Choroby matki Niektóre choroby matki wiążą się ze zwiększonym ryzykiem poronień: endometrioza - występuje nawet w 85% kobiet z historią nawykowych poronień, zaburzenia hormonalne, choroby autoimmunologiczne, wrodzona wada serca, ciężkie choroby nerek, zwłaszcza powiązane z wysokim ciśnieniem krwi, cukrzyca która nie jest kontrolowana, choroby tarczycy, zakażenia wewnątrzmaciczne. Leczenie niektórych z tych chorób może zwiększyć szansę na utrzymanie ciąży i urodzenie dziecka, szczególnie jeśli kobieta była pod kontrolą lekarza przed poczęciem dziecka. Inne choroby mogą wymagać specjalnego monitorowania podczas ciąży. Zaburzenia układu immunologicznego Układ odpornościowy jest stworzony w taki sposób, aby rozpoznawał i atakował obce substancje w ciele człowieka. W tym celu powstają antyciała, które mają pomóc organizmowi w walce z chorobą i odzyskaniu zdrowia w przypadku infekcji. Zazwyczaj organizm matki chroni "obce" dziecko przed przeciwciałami matki, jednak czasami tak się nie dzieje. Nieobecność takiej ochrony we krwi matki może być przyczyną nawykowych poronień. Nieprawidłowości występujące w macicy Kilka nieprawidłowości występujących w macicy jest związanych z nawykowymi poronieniami: nieprawidłowa budowa macicy, np. istnienie tzw. przegrody macicy czy mięśniaki macicy. Większość nieprawidłowości występujących w macicy powinna być leczona chirurgicznie. Diagnostyka i leczenie nawykowych poronień Występowanie nawykowych poronień może być wynikiem licznych czynników, dlatego lekarz prowadzący leczenie będzie potrzebował wielu informacji, aby postawić prawidłową diagnozę. W tym celu kobieta zapytana będzie o jej historię medyczną, ostatnie ciąże i styl życia. Całość badania zakończy badanie ginekologiczne. Lekarz naprotechnolog poprosi także o rozpoczęcie obserwacji cyklu menstruacyjnego według Modelu Creightona, który pozwoli tak kobiecie jak i lekarzowi na wczesne rozpoznanie, że doszło do poczęcia. Procedury diagnostyczne mogą wymagać: laparoskopii - chirurgicznej procedury polegającej na użyciu laparoskopu w celu obejrzenia organów znajdujących się w miednicy mniejszej badań krwi w celu określenia czy występują problemy hormonalne lub problemy w systemie immunologicznym histeroskopii - zabiegu wykonywanego w znieczuleniu ogólnym lub miejscowym, który polega na tym, że lekarz przez pochwę i szyjkę macicy wprowadza do macicy histeroskop żeby zobaczyć jej wnętrze i wykryć ewentualne nieprawidłowości badań USG - pozwalających na wizualną diagnostyke nienarodzonego dziecka oraz organów wewnętrznych. Badanie USG pomaga również w określeniu faktycznego wieku dziecka. Wykonuje się je również przed zapłodnieniem w celu zobrazowania nieprawidłowości w organach miednicy mniejszej histerosalpingografii - badania rentgenowskiego macicy i jajowodów Pamiętaj! Nawet jeśli miałaś nawykowe poronienia, wciąż masz szansę na urodzenie dziecka w terminie, nawet jeśli przyczyny śmierci dziecka nie są znane. Trzeba jednak pamiętać, że Ty i dziecko, które pocznie się w przyszłości, będziecie potrzebować troskliwej i fachowej pomocy.
Spawanie metodą 138 – podsumowanie. Metoda MAG 138 to spawanie elektrodą topliwą w osłonie gazu aktywnego drutem proszkowym o rdzeniu metalicznym. Jest to uniwersalna technika łączenia elementów stalowych, stosowana w różnych gałęziach przemysłu. Wyróżnia się między innymi dobrą jakością spoin, wydajnością, możliwością
Naprotechnologia (Natural Procreatice Technology, w skrócie: NPT lub NaPro) to metoda naturalnego wsparcia prokreacji. Polega na monitorowaniu oraz przywracaniu i/lub utrzymywaniu zdrowia rozrodczego i ginekologicznego kobiet. Naprotechnologię uznaje się za stosunkowo nową gałąź medycyny zajmującą się tzw. zdrowiem reprodukcyjnym, będącą propozycją dla kobiet od okresu dojrzewania do menopauzy. Przeczytaj, na czym polega naprotechnologia, na czym bazuje i w jakich sytuacjach może wspomóc starania o ciążę, a w jakich raczej się nie sprawdzi. Model Creightona (CrMS) Podstawą ten nowej gałęzi medycyny jest metoda (model) Creightona. The Creighton Model FertilityCare System (w skrócie: CrMS lub po prostu: model Creightona) to ustandaryzowany proces obserwacji i zapisywania na kartach obserwacji biologicznych markerów (tzw. biomarkerów), będących kluczowymi dla zdrowia kobiety w kontekście płodności i rozrodczości. To narzędzie opracowane w oparciu o wyniki trzydziestoletnich badań naukowych, w trakcie których rozwikłano wiele tajemnic związanych z cyklem miesięcznym i płodnością. Metoda Creightona może być stosowana zarówno w celu uzyskania poczęcia (podczas starania o dziecko), jak i odłożenia go w czasie (uniknięcia poczęcia w danym cyklu). Biomarkery obserwowane w metodzie CrMS mogą również sygnalizować o nieprawidłowościach w przebiegu cyklu – to znacznie ułatwia, zarówno kobiecie, jak i lekarzowi, ocenę cyklu miesięcznego i wdrożenie odpowiedniego leczenia. Twórcy modelu Creightona podkreślają, że nie jest on metodą antykoncepcji naturalnej, ale metodą rozpoznania płodności. Przy czym płodność postrzegana jest tutaj jako element zdrowia i z jako takim nie należy walczyć (stosując np. środki antykoncepcyjne). Stosowanie CrMS przez małżonków ma być bazą wiedzy o naturalnie występujących okresach płodności i niepłodności, która umożliwia zaplanowanie rodziny i przyszłości jako takiej. Pary korzystające z systemu Creightona mogą liczyć na wsparcie i wiedzę instruktorów, lekarzy oraz konsultantów medycznych przeszkolonych w tym zakresie. Badania nad CrMS rozpoczęły się w 1976 roku, a w 1980roku szczegółowo opisano cały system. Nie poprzestano na tym – badania nad metodą Creightona są wciąż prowadzone, a system udoskonalany. Naprotechnologia - podstawy modelu Creightona Podstawą metody Creightona jest obserwowanie: śluzu szyjkowego, wydzieliny pochwowej, intensywności krwawień miesiączkowych, a także ewentualnego występowania plamień okołomiesiączkowych lub śródcyklowych. Wszystkie wymienione biomarkery powinny być zapisywane na karcie obserwacji . Sposób zapisu oraz używane w prowadzeniu kart obserwacji symbole i kolory są przedmiotem nauczania przez instruktorów CrMS – podczas indywidualnych spotkań (forma preferowana) lub przez internet (jeżeli niemożliwe jest umówienie spotkania z instruktorem ze względu na miejsce zamieszkania). Tym, co odróżnia system Creightona od innych naturalnych metod planowania rodziny jest fakt, że w CrMS nie trzeba badać szyjki macicy i nie wykonuje się pomiarów temperatury ciała podczas starania o dziecko. Ocena śluzu szyjkowego była wcześniej podstawą Metody Owulacyjnej Billingsów – model Creightona, według jego twórców, jest jej rozwinięciem. Z kolei twórcy Metody Billingsów zarzucają twórcom systemu Creightona, że ich system jest mniej dokładny. Model Creightona objęty prawami autorskimi Creighton Model System to metoda objęta prawami autorskimi, a to oznacza, że wiedza nie jest (nie powinna być!) udostępniana przez osoby do tego nieuprawnione. CrMS można uczyć się wyłącznie od wykwalifikowanych instruktorów, działających zgodnie z międzynarodowymi standardami. Szkolenie jest rozłożone w czasie i obejmuje osiem spotkań, z których pierwsze cztery odbywają się co dwa tygodnie, kolejne po miesiącu, a następne trzy, co trzy miesiące. Po roku można zaplanować kolejne spotkania, w dowolnym momencie i zawsze wtedy, gdy w naszym życiu codziennym zachodzą jakieś ważne zmiany, mogące mieć wpływ na płodność lub bezpośrednio z nią związane. Koszt całego cyklu może wynosić około 1000 zł (ceny mogą być różne w zależności od kraju, regionu, czy stopnia zaawansowania instruktora). W metodzie Creightona obserwacji podlega wyłącznie śluz zewnętrzny. Sprawdzanie śluzu powinno odbywać się jak najczęściej w ciągu dnia, podczas wizyt w toalecie, przed i po kąpieli. Do pobrania próbki śluzu powinno się wybierać biały i gładki (bez wzorków) papier toaletowy – tak, aby śluz był dobrze widoczny i łatwy do oceny. Twórcy CrMS podkreślają wagę codziennych zwyczajów odradzając stosowanie wkładek na bieliznę (zwłaszcza tych pachnących), zalecają rezygnację z płynów do higieny intymnej (pochwa jest organem samooczyszczającym się), czy noszenie stringów i obcisłych spodni. W metodzie Creightona przyjmuje się, że poza miesiączką i dniami płodnymi (wówczas w pochwie pojawia się tzw. śluz płodny – nazywany w CrMS śluzem peakowym, czyli szczytowym) – powinniśmy mieć do czynienia z okresem suchym, czyli bez wydzieliny z pochwy (śluz niepłodny, o którym mowa w innych metodach obserwacji nie jest odczuwany na zewnątrz). Wszystkie inne wydzieliny zaobserwowane w toku cyklu miesięcznego wymagają, zdaniem twórców metody Creightona, znalezienia przyczyny ich występowania i wyeliminowania tejże przyczyny. Zanotowane obserwacje dotyczące obecności śluzu peakowego są bezpośrednio powiązane z poziomem estrogenów w ciele kobiety, a peak (czyli szczyt) koreluje z czasem owulacji – potwierdzenie tego stanu rzeczy znajdziemy w badaniach. Śluz szyjkowy wytwarzany jest już kilka dni przed owulacją – kiedy zaczyna wzrastać poziom estrogenów (stąd mówi się, że śluz peakowy jest estrogenozależny). Twórcy systemu CrMS podkreślają jego uniwersalność i przekonują, że może być z powodzeniem stosowany również przez kobiety obserwujące ciągłą wydzielinę (po przeszkoleniu są w stanie zaobserwować nawet niewielkie odchylenia w jego wyglądzie i konsystencji), odstawiające tabletki antykoncepcyjne lub karmiące piersią, a także kobiety, które borykają się z cyklami nieregularnymi lub długimi, czy objawami premenopauzalnymi. Obserwacja śluzu (informacje ogólne) Aby móc obserwować śluz, a następnie wnioskować o płodności – należy wiedzieć kiedy i jak pobrać śluz do badania. Chcąc ocenić metodą Creightona właściwości śluzu szyjkowego pod kątem własnej płodności należy codziennie, przed oddaniem moczu i przed stosunkiem sprawdzić próbkę śluzu i zanotować obserwacje. Próbkę śluzu można uzyskać przykładając czystą, białą serwetkę (najlepiej papierową, bawełnianą lub lnianą) do okolic zewnętrznych narządów płciowych, a następnie delikatnie je uciskając przetrzeć. Innym sposobem jest pobranie próbki śluzu z zewnętrznego ujścia kanału szyjki macicy – w tym celu wystarczy lekko unieść nogę, a następnie opuszkiem palca wskazującego zebrać niewielką ilość śluzu z pochwy. Nauczenie się prawidłowego rozpoznawania metodą Creightona wszystkich rodzajów śluzu i prawidłowe ich opisywanie zajmuje najczęściej kilka miesięcy. Śluz szyjki macicy zmienia się w ciągu cyklu miesięcznego kilkukrotnie. Zaraz po ustąpieniu krwawienia miesiączkowego pojawia się „etap suchy” – kobieta może wówczas odczuwać suchość w pochwie. Po kilku dniach pojawia się skąpa wydzielina – to lepki i gęsty śluz. Przyjmuje się, że oba te etapy składają się na dni niepłodne. Za początek okresu płodnego uznaje się pojawienie się większych ilości śluzu: jasnego, śliskiego i przezroczystego- dowiedz się więcej na temat śluzu płodnego. To śluz umożliwiający plemnikom dotarcie do jajowodu - pojawienie się tego „płodnego” (lub „płodowego”) śluzu wyprzedza owulację o około 6 dni. Szczyt płodności przypada na ostatni dzień występowania śluzu płodnego, czyli około 24 – 48 godzin przed owulacją. Okres niepłodności poowulacyjnej rozpoczyna się po owulacji – wówczas śluz robi się lepki, gęsty i mętny, a czasami zupełne zanika. Jeżeli w trakcie cyklu pojawiają się okresowo inne wydzieliny z pochwy, np. drobne plamienia lub krwawienia poza miesiączką – należy je również skrupulatnie odnotować w karcie obserwacji. W metodzie Creightona przyjmuje się, że poza miesiączką i dniami płodnymi – zewnętrzne ujście pochwy pozostaje suche (śluz niepłodny nie daje się zaobserwować na zewnątrz). Obserwację śluzu i wyciąganie z niej prawidłowych wniosków mogą utrudnić nieregularne cykle miesiączkowe, przebyte poronienie lub poród, zbliżająca się menopauza, różnego rodzaju stany zapalne narządów płciowych lub pęcherza moczowego oraz inne choroby i drobne infekcje. Znajomość własnego cyklu menstruacyjnego zdecydowanie ułatwia diagnostykę ewentualnych problemów z płodnością. Na przykład pojawiające się w środku cyklu niewielkie krwawienia mogą wskazywać na zaburzenia hormonalne, które można regulować za pomocą tabletek dobranych przez endokrynologa. Farmakologicznie można również leczyć niedobory śluzu. Zaobserwowane przez nas nieprawidłowości mogą również doprowadzić do zdiagnozowania poważniejszych problemów, wymagających leczenia inwazyjnego. Naprotechnologia w punktach Najważniejsze kwestie dotyczące naprotechnologii, które warto wiedzieć: Naprotechnologia (npr) to metoda polegająca na monitowaniu, diagnozowaniu i leczeniu ginekologicznym oraz prokreacyjnym zharmonizowanym z kobiecym cyklem płodności; Naprotechnologia nie jest metodą antykoncepcji naturalnej, choć umożliwia odsunięcie prokreacji w czasie i zaplanowanie rodziny; Naprotechnologia opiera się na biomarkerach, ich dokładnym obserwowaniu i zapisywaniu w kartach obserwacji; pozwala to na obiektywne monitorowanie przebiegu cyklów menstruacyjnych i wyłapanie ewentualnych nieprawidłowości; wyniki obserwacji mogą być analizowane przez kobietę (parę) oraz lekarzy; Naprotechnologia opiera się na metodzie Creightona, czyli codziennym obserwowaniu śluzu z szyjki macicy (zewnętrznego) i prowadzeniu dokładnych zapisków z tych obserwacji za pomocą konkretnych symboli i kolorów; System Creightona jest metodą objętą prawami autorskimi, szkolenia z zakresu systemu prowadzą wykwalifikowani instruktorzy, których można znaleźć korzystając z specjalnej wyszukiwarki dostępnej na stronie MrCS; Po zdiagnozowaniu ewentualnych problemów z płodnością – lekarz może zaordynować leczenie hormonalne, farmakologiczne lub chirurgiczne (również rekonstrukcyjne w obrębie miednicy mniejszej); W toku leczenia korzysta się z nowoczesnych sprzętów diagnostycznych – wykonuje się diagnostykę ultrasonograficzną (USG), diagnostykę histeroskopową, laparoskopię diagnostyczną (ale również zabiegową), histerosalpinogografię (rentegnowskie badanie budowy i drożności jajowodów i macicy); Naprotechnologia podkreśla, że płodność to sprawa kobiety i mężczyzny, w ramach diagnozowania i leczenia naprotechnologicznego wykonuje się więc również badanie parametrów nasienia; w tej metodzie zaleca się jednak pobranie próbki nasienia do badania w zaciszu domowym, do specjalnego perforowanego pojemniczka stosowanego podczas zwykłego aktu współżycia (ważne jest, aby płyn nasienny został przetransportowany do laboratorium w ciągu 30-45 minut); Założeniem leczenia naprotechnologicznego jest doprowadzenie do wyeliminowania czynników wywołujących problemy z poczęciem ( zaburzeń hormonalnych, niedrożności jajowodów, zrostów czy endometriozy) oraz utrzymaniem ciąży (poronień nawykowych, przedwczesnych porodów); Naprotechnologia odrzuca możliwość stosowania rozrodu wspomaganego (inseminacji, In vitro); Naprotechnologia ma również pomagać w rozwiązywaniu innych ginekologicznych problemów, tj.: bolesnych miesiączek, zespołów napięcia przedmiesiączkowego, nieregularnych cyklów menstruacyjnych itp. Naprotechnologia a In Vitro Naprotechnologia nie jest alternatywą dla In Vitro. Naprotechnologia jest metodą naturalnego wsparcia prokreacji oraz rozpoznawania płodności i narzędziem w diagnostyce przyczyn niepłodności, podczas gdy In Vitro jest metodą rozrodu wspomaganego (In Vitro nie leczy niepłodności, ale umożliwia zajście w ciążę parom borykającym się z niepłodnością nie dającą się wyleczyć farmakologicznie, operacyjnie lub poprzez zoptymalizowanie momentu współżycia). Naprotechnologia wyklucza wszelkie rodzaje rozrodu wspomaganego, a ten jest jedyną szansą na ciążę dla par z zaawansowaną niepłodnością męską (np. kryptozoospermią, czyli śladową ilością spermy w ejakulacie), niedrożnością jajowodów lub ich brakiem, czy zaawansowaną endometriozą. NaPro nie pomoże również w przypadku, gdy w grę wchodzą defekty anatomiczne u mężczyzn lub ciężkie uszkodzenia macicy, jajników bądź jajowodów (nie nadające się do leczenia operacyjnego). Jak to wygląda w procentach? Naprotechnologia może okazać się skuteczną metodą leczenia u około 40% par cierpiących na niepłodność (kobiecą lub dwuczynnikową, w której czynnik kobiecy odgrywa rolę istotniejszą). Pozostałe 60% to pary, w przypadku których NaPro sprawdzi się wyłącznie jako pomoc w uzyskaniu trafnej diagnozy (z tego 35-40% to przypadki niepłodności męskiej). In Vitro bardzo często określane jest zabiegiem ostatniej szansy i dedykowane jest tym parom, którym współczesna medycyna nie jest w stanie zaoferować innej możliwości poczęcia dziecka (przebyte leczenie okazało się nieskuteczne). Spór pomiędzy twórcami Naprotechnologii, a lekarzami popierającymi i/lub wykonującymi zabiegi metodą In Vitro dotyczy przede wszystkim kwestii moralnych i światopoglądowych. W kliniakach leczących metodą naprotechnologiczną i w klinikach stosujących metody In Vitro – lekarze korzystają z takich samych narzędzi, sprzętów i leków, a różni je jedynie podejście do rozrodu wspomaganego. Konfrontowanie tych dwóch metod jest bezcelowe i może wprowadzać opinię publiczną, a przede wszystkim pary niepłodne – w błąd. W interesie osób starających się o ciążę jest pogłębianie wiedzy naprotechnologicznej, przy jednoczesnym i niezależnym wspieraniu i doskonaleniu metod wspomaganego rozrodu. Historia naprotechnologii Wynalazcą i prekursorem naprotechnologii jest profesor Thomas W. Hilgers. To on, ponad 30 lat temu, postawił tezę, że większość przypadków niepłodności idiopatycznej (czyli niepłodności o medycznie niewyjaśnionym podłożu) to przypadki niepłodności niezdiagnozowanej, ale całkowicie uleczalnej. Naprotechnologia ma pozwalać na rozpoznanie problemu i postawienie diagnozy w oparciu o szczegółową analizę fizjologiczną i biochemiczną procesów, które zachodzą w organizmie kobiety – cykl metody NaPro (czyli czas niezbędny na postawienie diagnozy) trwa 24 miesiące. Po zdiagnozowaniu problemu podejmuje się decyzję o konieczności ewentualnego wdrożenia leczenia hormonalnego lub chirurgicznego, a następnie tworzy indywidualne wytyczne dla danej pary i ustala optymalny dla niej moment współżycia. Prof. Thomas W. Hilgers to nie tylko główny twórca Naprotechnologii, ale również współtwórca metody Creightona, z której NaPro korzysta. Thomas W. Hlgers rozpoczynał swoją karierę naukowo-medyczną w katach 70-tych XX wieku, w Stanach Zjednoczonych, a pierwsze badania nad rozpoznawaniem ludzkiej płodności rozpoczął w 1968 roku jeszcze jako student medycyny (było to odpowiedzią na wezwanie ówczesnego papieża, Pawła VI o opracowanie takich metod regulacji płodności i leczenia bezpłodności, które byłyby moralnie akceptowalne i zgodne z nauczaniem kościoła katolickiego). Pracował jako profesor klinicysta na Oddziale Położniczym i Ginekologicznym Uniwersytet Medycznego Creightona (to tutaj, ze swoim współpracownikiem opracował model Creightona), a obecnie pozostaje dyrektorem Instytutu Papieża Pawła VI (Pope Paul VI Institute for the Study of Human Reproduction). Jest autorem publikacji oraz wykładowcą. 5 etapów nauki czytania według Domana. Etap pierwszy – nauka pojedynczych wyrazów. Ten etap polega na prezentacji pojedynczych wyrazów - powinny to być słowa znane maluchowi lub przyjemnie brzmiące: imiona mamy, taty, rodzeństwa, imię samego dziecka, nazwy znajomych przedmiotów – łóżko, kocyk. Każde słowo powinno być
Naprotechnologia, czyli Natural Procreative Technology to opracowana przez Thomasa W. Hilgersa na początku lat 90, metoda leczenie niepłodności. Została ona oparta na naturalnych metodach umożliwiających diagnostykę źródła problemów niepłodności. By móc następnie je wyeliminować. Na czym więc polega naprotechnologia? Kiedy warto z niej skorzystać? I czy może zastąpić in vitro? Odpowiemy w tym artykule. Na czym polega naprotechnologia? Naprotechnologia to pierwszy etap diagnostyki, który ma na celu wykrycie problemów niepłodności, a następnie ich leczenie z wykorzystaniem różnych terapii. Metoda ta dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn i jest dostosowywana indywidualnie do każdej pary, zależnie od problemów. Obejmuje analizę naturalnych procesów zachodzących w organizmie kobiety i mężczyzny, jak i różnego typu badania medyczne. Zastosowanie naprotechnologii w leczeniu niepłodności opiera się na wykorzystaniu drobnych zabiegów chirurgicznych, środków hormonalnych, oraz różnych terapii. Może być stosowana z powodzeniem przy diagnozowaniu różnych problemów, które stanowią przyczynę niepłodności, między innymi: zaburzenia owulacji; endometrioza; torbiele na jajnikach; zaburzenia hormonalne. Naprotechnologia jest długotrwałą metodą, trwającą aż 24 miesiące. Jeśli więc ma przynieść oczekiwane efekty, należy skorzystać z wiedzy doświadczonych w tej dziedzinie lekarzy działających między innymi w ośrodku Naprotechnologia u kobiet – na czym polega? Naprotechnologia u kobiet na początku opiera się na dokładnej obserwacji i analizie cyklu płodności wykorzystując metodę Creightona. Model Creightona oparty jest na wnikliwej analizie kobiecego śluzu szyjkowego, wydzieliny pochwowej, oraz intensywności krwawień miesiączkowych, występowaniu brudzeń i plamień okołomiesiączkowych oraz śródcyklicznych. Umożliwia to opracowanie danych dotyczących: dokładnego momentu owulacji, czasu trwania fazy przedowulacyjnej i poowulacyjnej, ustalenie momentu owulacji w kolejnych cyklach. Dzięki temu lekarz może stwierdzić czy cykl owulacyjny przebiega prawidłowo. Dodatkowo wykonywane są również badania endokrynologiczne, ginekologiczne, immunologiczne oraz genetyczne i metaboliczne. Umożliwia to właściwe zdiagnozowanie problemów i dobranie właściwego leczenia. Warto również podkreślić, ze naprotechnologia to również skuteczny sposób na zdiagnozowanie różnych zaburzeń wiążących się z układem rozrodczym u kobiet. Naprotechnologia u mężczyzn – na czym polega diagnostyka? Problem z niepłodnością ma również wielu mężczyzn, dlatego tak istotne jest, by diagnozie poddany został również i partner. Za mała ilość plemników, nieodpowiednia ruchliwość, czy zaburzona budowa to częsta przyczyna niepłodności. By dokonać dokładnej analizy nasienia, pobierana jest w naturalny sposób próbka spermy do badania pod kątem: ilość plemników – ich prawidłowa liczba w 1 ml to około 20 milionów; ruchliwość – oceniana w skali od 1 do 4; wielkość plemników oraz ich sklejanie się ze sobą. Zależnie od zdiagnozowanych problemów u mężczyzn dobierana jest odpowiednia metoda leczenia. Czy naprotechnologia może zastąpić In Vitro? Warto zauważyć, że naprotechnologia nie zastąpi metody in vitro. Jest jednak niezwykle skuteczna, aż w 97% w diagnozowaniu przyczyn niepłodności. Jednak w przypadku aż 50% niepłodności może być ona nieskuteczną metodą leczenia. Dotyczy to osób borykających się z takimi zaburzeniami jak: problemy o podłożu genetycznym; defekty anatomiczne u kobiety i mężczyzny; uszkodzenie narządów rozrodczych; nieodwracalne zmiany po endometriozie; zaawansowana niepłodność męska. W takiej sytuacji parze starającej się o potomstwo pozostaje wykorzystanie metody zapłodnienia pozaustrojowego lub adopcja dziecka.
Metoda in vitro to bardzo często jedyna szansa dla par, które marzą o posiadaniu potomstwa. Czym dokładnie jest zapłodnienie in vitro i na czym polega ta procedura? Jakie są jego
Chcę być mamą Przygotowanie do ciąży Naprotechnologia - czy rzeczywiście powinna być nazywana "alternatywą dla in vitro"? Naprotechnologia - czy rzeczywiście powinna być nazywana "alternatywą dla in vitro"? Choć naprotechnologia to termin, z którym wiele osób nigdy przedtem nie miało styczności, to tak naprawdę nie wnosi on niczego nowego do zasobów wiedzy współczesnej medycyny. Naprotechnologia to naturalny sposób walki z bezpłodnością, polegający na wykryciu jej przyczyny na podstawie obserwacji własnego ciała. Czym dokładnie jest ta technologia i jaka jest jej skuteczność?Naprotechnologia, czyli Natural Procreative Technology to dosłownie "technologia naturalnej prokreacji". Chociaż termin wydaje się sugerować, że naprotechnologia to skomplikowana procedura, w rzeczywistości opiera się na zwyczajnej obserwacji. Zadaniem naprotechnologii jest diagnozowanie przyczyn niepłodności i wskazywanie sposobu ich eliminacji celem zajścia w ciążę. Metoda powstała już około 30 lat temu i jest szczególnie propagowana przez Kościół Katolicki, który uznaje naprotechnologię za jedyną słuszną alternatywę dla metody in vitro. Czemu naprotechnologia zawdzięcza swoją skuteczność? Przede wszystkim dokładnej obserwacji kobiecego organizmu oraz przebiegu jej cyklu miesiączkowego. Naprotechnologia - na czym polega?O metodzie naprotechnologii pary uczą się już na lekcjach biologii oraz podczas nauk przedmałżeńskich, chociaż często nie zdają sobie sprawy, że właśnie tak nazywamy profesjonalnie obserwację cyklu miesiączkowego kobiety według modelu Creightona. Na czym dokładnie polega ten sposób leczenia niepłodności? Przede wszystkim na dogłębnym zapoznaniu się z typowymi objawami dni płodnych i niepłodnych na podstawie ilości, koloru oraz konsystencji śluzu wydzielanego przez szyjkę macicy. Panie w ramach terapii mogą również zostać skierowane na badanie USG oraz badanie poziomu hormonów, zaś panowie na badanie jakości nasienia. Kobieta musi czujnie obserwować swoje ciało, wypełniając specjalne karty mówiące między innymi o intensywności krwawienia menstruacyjnego czy długości samego cyklu. Po analizie zebranych danych specjalista może wskazać parze przyczynę niepłodności, a także zalecić metody jej eliminacji. Najczęściej są to pigułki wspomagające owulację, niezbędne zabiegi poprawiające jakość plemników czy rozmowy z psychologiem - w przypadku stwierdzenia depresji lub nasilonego stresu jednego z partnerów. Poza tym specjalista zaleci przede wszystkim uprawianie seksu w określonych (płodnych) dniach - co leczy?Naprotechnologia jest z definicji metodą leczenia niepłodności, jednak tak naprawdę stanowi przede wszystkim procedurę służącą diagnozie problemu. W znaczącej większości przypadków instruktor, który zajmuje się prowadzeniem pacjentów według tej metody, wykrywa rzeczywiste źródło niepłodności. To nie gwarantuje jednak, że partnerom uda się zajść w ciążę. Naprotechnologia przewiduje bowiem leczenie w formie środków hormonalnych, terapii i niewielkich zabiegów chirurgicznych. Będzie zatem skuteczna w przypadku zaburzeń owulacji, endometriozy, zaburzeń hormonalnych czy też torbieli jajników. Nie sprawdzi się natomiast, jeśli bezpłodność jest wynikiem problemów genetycznych, uszkodzeń narządów rozrodczych, defektów anatomicznych czy nieodwracalnych zmian spowodowanych endometriozą. Naprotechnologia a metody medyczneNaprotechnologia uznawana jest przez Kościół za jedyną właściwą metodę leczenia niepłodności. W rzeczywistości nie stanowi jednak wartościowej alternatywy dla kontrowersyjnej metody in vitro. Celem naprotechnologii jest przywrócenie parze możliwości naturalnego poczęcia, co oznacza, że w przypadku przyczyn niemożliwych do wyleczenia, bądź wykluczających szanse na naturalne zapłodnienie, nie okaże się skuteczna. Jedynym ratunkiem jest wtedy in vitro. Warto również zaznaczyć, że naprotechnologia nie jest rekomendowana przez żadne organizacje międzynarodowe, w tym również przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne. Nie ma także potwierdzonej skuteczności od strony medycznej. Niepokój wzbudza również fakt, że instruktorzy tej metody leczenia bezpłodności nie muszą mieć wykształcenia medycznego. Tymczasem para, która zgłasza się do profesjonalnej kliniki, objęta jest opieką między innymi takich specjalistów, jak endokrynolog, androlog, ginekolog-położnik czy embriolog. Same placówki, jak i pracujący w nich laboranci, lekarze czy pielęgniarki, podlegają także ścisłym kontrolom międzynarodowym i ministerialnym. U kogo naprotechnologia może zatem okazać się skuteczna? Przede wszystkim u par, które nie mają do czynienia z poważnymi uszkodzeniami układu rozrodczego. Taka metoda walki z niepłodnością będzie także jedyną drogą dla osób, które kierują się względami religijnymi, nie pozwalającymi na skorzystanie z metody in vitro. Najlepsze rezultaty naprotechnologia gwarantuje jednak u par ogólnie zdrowych, które dzięki naturalnemu wzmocnieniu płodności poprzez relaks, zmianę nawyków żywieniowych czy zwiększenie aktywności fizycznej, potęgują swoje szanse na spłodzenie potomka. Zobacz także
Metoda FUKO może nam pomóc nie tylko w pracy, lecz także życiu prywatnym i polepszyć nasze kontakty z innymi ludźmi. Jej podstawowa wersja obejmuje cztery kroki, które warto zapamiętać. Rozszerzona o pozostałe kroki może sprawić, że nieprzyjemna sprawa zostanie rozwiązana szybko i nie wyniknie z niej żaden konflikt. Naturalne planowanie rodziny (NPR) to termin określający zbiór metod, które pozwalają rozpoznawać u kobiety dni płodne i niepłodne. Partnerzy, którzy stosują NPR żyją w zgodzie z naturalnym cyklem biologicznym kobiety. NPR polega na samokontroli i zaufaniu swojemu ciału poprzez wsłuchanie się w wewnętrzny rytm biologiczny i prowadzenie obserwacji śluzu, stanu szyjki macicy oraz temperatury ciała kobiety. Sprawdź, czym jest NPR, poznaj naturalne metody planowania rodziny oraz dowiedz się więcej o ich skuteczności. Jedną z metod naturalnego planowania rodziny jest metoda termiczna, czyli mierzenie temperatury ciała. Spis treściNaturalne planowanie rodziny (NPR) - czym jest?Naturalne planowanie rodziny (NPR) - metodyNaturalne planowanie rodziny (NPR) - skutecznośćNaturalne planowanie rodziny (NPR) - zalety i wadyZaskakujące fakty o antykoncepcji Naturalne planowanie rodziny to w pełni świadomy i zgodny z naturą sposób współżycia ze sobą dwojga ludzi. Wymaga od kobiety poświęcenia dużej uwagi swojemu ciału oraz sprawia, że seks uzależniony jest od jej cyklu biologicznego. NPR zakłada otwartość na posiadanie dzieci, akceptację naturalnego cyklu płodności oraz wzajemne zrozumienie partnerów w czasie wymuszonej abstynencji seksualnej. Partnerzy, którzy pragną stosować naturalne metody planowania rodziny, muszą być cierpliwi oraz wyrozumiali, ponieważ moment ich współżycia będzie dyktowany przez naturę, czy to w celu zajścia w ciążę, czy w celach prokreacyjnych. Naturalne planowanie rodziny (NPR) - czym jest? Naturalne planowanie rodziny to metody rozpoznawania okresów płodnych i niepłodnych w cyklu miesiączkowym kobiety za pomocą naturalnych mierników wskazujących płodność. NPR ma za zadanie wskazać w cyklu kobiecym fazy niepłodności przedowulacyjnej, fazy płodności oraz fazy niepłodności poowulacyjnej, i tym samym pomóc partnerom osiągnąć ich cele w zależności od tego, czy chcą mieć dziecko, czy w danym okresie chcą stosować NPR jako metodę antykoncepcji. Podczas NPR do pomiarów płodności kobiety bierze się pod uwagę przede wszystkim takie wskaźniki jak: stan szyjki macicy, jakość śluzu oraz temperaturę ciała. Jest to niezwykle pomocne zarówno w okresie starania się o dziecko, jak i w przypadku chęci uniknięcia niechcianej ciąży. Czytaj też: Naturalne metody antykoncepcji - lista Naturalne planowanie rodziny (NPR) - metody Metod NPR jest naprawdę wiele, więc każdy może znaleźć dla siebie tę najskuteczniejszą i dostosowaną do swoich celów. Są to: Metoda Billingsów – opracowana została przez małżeństwo lekarzy Johna i Evelyn Billingsów. Polega na codziennym sprawdzaniu stanu śluzu szyjki macicy. Sprawdź: Jak stosować metodę Billingsów? Model Creightona – to rozwinięcie metody Billingsów. Charakteryzuje się sprawdzaniem nie tylko śluzu szyjowego, ale także wydzieliny pochwowej oraz intensywności krwawień miesiączkowych. Metoda termiczna – polega na wykonywaniu codziennych pomiarów temperatury ciała, których wyniki tworzą wykres wskazujący na dni płodne kobiety. Określa się je według przyjętego schematu temperatury ciała kobiety, który określa jej płodność. Metody objawowo-termiczne – łączą w sobie badanie szyjki macicy, śluzu oraz temperatury podstawowej ciała. Wyróżnia się w niej poszczególne metody różniące się od siebie kolejnością pomiarów: metodę Rötzera, metodę CCL, metodę angielską oraz metodę niemiecką. Kalendarzyk małżeński – to potoczna nazwa metody rytmu, opracowanej na początku XX wieku. Zakłada owulację kobiety około dwa tygodnie przed miesiączką. Polega na kalkulacji dni odejmowanych od najdłuższego i najkrótszego cyklu. Zobacz: Jak prowadzić kalendarzyk małżeński? Naturalne planowanie rodziny (NPR) - skuteczność Jeśli zależy nam na poczęciu dziecka, skuteczność NPR jest bardzo wysoka. Jednak wiele osób używa metody NPR w celach antykoncepcyjnych. Ich skuteczność mierzy się tzw. wskaźnikiem Pearla, który podaje liczbę zajść w ciążę w ciągu roku u 100 kobiet stosujących konkretną metodę. W przypadku metod naturalnego planowania rodziny bardzo trudno określić ich skuteczność antykoncepcyjną. Jest ona uzależniona od wielu czynników, których porównanie jest bardzo skomplikowane. Ponadto, nie można zaliczyć NPR do typowych metod antykoncepcji, ponieważ nie ingeruje ona w żaden sposób w pożycie seksualne. To partnerzy sami decydują o tym, kiedy dochodzi do zbliżenia i w jakim celu to robią. Naturalne planowanie rodziny nie jest więc synonimem stosunku przerywanego, z jakim jest często mylone. Dotychczas wykonanych zostało wiele badań, określających skuteczność metod NPR. Badania przeprowadzone przez Marshalla w 1968 roku wykazały 98,8 % powodzenia metody termicznej. Natomiast niemieccy naukowcy badający metodę objawowo-termiczną w 2007 roku otrzymali 99,6 % jej wiarygodności. W praktyce trzeba wziąć pod uwagę inne czynniki, które mogą mieć wpływ na skuteczność NPR w celu prokreacji lub zajścia w ciążę, np. motywację wewnętrzną partnerów, regularność cyklów partnerki i chociażby obecność alkoholu we krwi lub innych środków opóźniających właściwą reakcję. Czytaj też: Metody antykoncepcji - naturalne, chemiczne, mechaniczne, hormonalne [lista] Naturalne planowanie rodziny (NPR) - zalety i wady Zalety: Uniwersalność – naturalne metody planowania rodziny mają różne zastosowanie. Przeznaczone są zarówno dla tych, który chcą mięć dziecko i dla tych, którzy chcą uniknąć ciąży, a seks uprawiają w celach prokreacyjnych. Zwiększenie samoświadomości – dzięki stosowaniu metod NPR wzrasta świadomość kobiety na temat swojego ciała oraz mechanizmów biologicznych. Panie zyskują także większą pewność siebie i swojego ciała oraz poznają bliżej bardzo ważną dla nich tematykę kobiecej płodności. Nieinwazyjność – naturalne metody planowania rodziny nie wymagają od kobiety przyjmowania żadnych leków. Tym samym nie jest ona narażona na jakiekolwiek skutki uboczne, wzrasta więc jej poczucie bezpieczeństwa. Działanie w zgodzie z moralnością – NPR to jedyna metoda, którą dopuszcza kościół katolicki. Osoby wierzące mogą być spokojne o to, że w żaden sposób nie przyczyniają się do działania wbrew swojej moralności i wierze katolickiej. Wady: Niepewna metoda ochrony przed ciążą – naturalne metody planowania rodziny są dość kontrowersyjne pod względem ich zastosowania jako antykoncepcji. Jeśli już stosowane są w tym celu, to mają naprawdę niewielką skuteczność. Funkcjonowanie organizmu kobiety może zaburzyć wiele czynników, np. choroba, podróż, więc trudno jest za każdym razem dokładnie wyliczyć u niej okres płodny i niepłodny. Naturalne wskaźniki takie jak śluz, długość szyjki i temperatura ciała mogą być czasami mocno niejednoznaczne i niewiarygodne. Długi okres przygotowawczy – zanim kobiety nauczą się rozpoznawać znaki, które daje im własne ciało, musi upłynąć trochę czasu. Nie jest to tak proste, jak może się wydawać. Codzienne mierzenie temperatury, rozpoznawanie jakości śluzu, czy samodzielne dotykanie szyjki macicy – wszystko to wymaga praktyki i odpowiedniej wiedzy. Brak zabezpieczenia przed chorobami wenerycznymi – stosowanie NPR w żaden sposób nie zabezpiecza przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Kobiety, które nie są w stałych związkach i często zmieniają partnerów seksualnych powinny korzystać z prezerwatyw. Czasochłonność – codzienne mierzenie temperatury ciała, badanie położenia szyjki macicy, monitorowanie śluzu szyjowego – wszystko to zajmuje bardzo dużo czasu i wymaga dużej skrupulatności i zaangażowania. Co więcej, podczas NPR należy prowadzić indywidualny notes z zapiskami i obserwacjami dotyczącymi faz cyklu i płodności. Osłabienie pożądania i więzi seksualnej – praktykowanie naturalnych metod planowania rodziny znacząco wpływa na zmniejszenie jakości seksualnych uniesień. Partnerzy uzależnieni są wówczas od cyklu biologicznego kobiety. Jeśli aktualnie nie zamierzają mieć dziecka, mogą ze sobą współżyć jedynie podczas dni niepłodnych, więc ich pożądanie zostaje wystawione na ciężką próbę, a jakakolwiek spontaniczność seksualna jest niemal wykluczona. Wiele związków nie radzi sobie z koniecznością abstynencji seksualnej i rozpada się. Zaskakujące fakty o antykoncepcji 6 faktów na temat antykoncepcji Naturalne planowanie rodziny (NPR) - aplikacje Technologia w XXI wieku umożliwia korzystanie z wielu ciekawych i przydatnych narzędzi. Poznaj najskuteczniejsze aplikacje wspomagające naturalne planowanie rodziny. WomanLog Kalendarz – to przejrzysty i prosty w obsłudze kalendarz dni płodnych, umożliwiający kobiecie monitorowanie cyklu owulacyjnego oraz jego właściwe prognozowanie. Kalendarz miesiączka – to aplikacja pozwalająca obliczyć dni płodne, przewidywać miesiączki oraz dni, w których nie zajdziemy w ciążę. Do tego dołączony jest sekretny dziennik, w którym można zapisywać odczuwane przez siebie nastroje, zmianę masy ciała oraz jego temperaturę. OvuView – ta aplikacja pozwala obserwować cykle płodne i niepłodne w ciele kobiety za pomocą metod objawowo-termicznych. Zawiera aż czternaście metod wskazujących płodność. Kalendarzyk Bella – ułatwia codzienne funkcjonowanie za pomocą powiadomień i przypomnień dotyczących faz cyklu. Ponadto możemy w niej zanotować swoje spostrzeżenia i obserwacje. My Days – Period & Ovulation – to aplikacja w języku angielskim, składająca się z kalendarza menstruacyjnego i pozwalająca obliczyć dni płodne i dni owulacyjne kobiety. 11.03.2021. Terapia Tomatisa to stymulacja neurosensoryczna (audio-psycho-lingwistyczna), która polega na kształtowaniu uwagi słuchowej, czyli świadomego odbierania bodźców dźwiękowych. Wzmacnianie umiejętności aktywnego słuchania przyczynia się do poprawy funkcjonowania w wielu sferach. Metoda Tomatisa znajduje zastosowanie Co to jest NaProTECHNOLOGIA Czy ta metoda jest dla mnie? Jak rozpocząć leczenie Zalety NaProTECHNOLOGII Mężczyzna w NaProTECHNOLOGII Skuteczność NaProTECHNOLOGIA w Polsce i na świecie Wykaz lekarzy i instruktorów CrMS Creighton Model SystemTM Co to jest CrMS Spotkanie Wprowadzające Nauka obserwacji CrMS Warto przeczytać Nasze historie - doświadczenia małżonków leczących się metodą NaProTECHNOLOGY Rozmowa o zaletach NaProTECH- NOLOGII z dr Philipem Boylem, dyrektorem Fertility Care Centers of Europe (Galway, Irlandia) Ciekawe linki dotyczące Modelu Creighton i NaProTECHNOLOGY  Jak rozpocząć leczenie metodą NaProTECHNOLOGY? Osoby, które chcą skorzystać z leczenia tą metodą powinny skontaktować się z instuktorem Modelu Creightona (CrMS), ponieważ NaProTECHNOLOGY rozpoczyna się od dogłębnej diagnostyki opartej na dobrej obserwacji biomarkerów płodności w cyklu miesiączkowym. Pod opieką instruktora CrMS małżonkowie uczą się sposobu obserwacji wskaźników płodności w cyklu oraz zapisu tych obserwacji w sposób standaryzowany na karcie. Karta obserwacji Creighton Model dostarcza lekarzowi wielu różnorodnych informacji, których uzyskanie w inny sposób byłoby bardzo trudne. Już na podstawie tych obserwacji często można zauważyć pewne nieprawidłowości, które mogą być przyczyną braku poczęcia lub wczesnych poronień samoistnych. W tym czasie małżonkowie przygotowując się do spotkania z lekarzem uczą się także rozpoznawać swój czas płodności i niepłodności w cyklu. Następnie lekarz - konsultant NaProTECHNOLOGY prowadzi dalszą, potrzebną w danym przypadku diagnostykę labolatoryjną, obrazową, czy jeśli to konieczne laparoskopową, przy czym zawsze badania diagnostycze prowadzone są w ściśle określonym czasie w cyklu, który kobieta potrafi już sama rozpoznać. Kolejnym etapem jest wdrożenie właściwego leczenia, korzystając z osiągnięć współczesnej medycyny. Czyli w zależności od potrzeb, zbadanych przyczyn niepłodności wykorzystuje się kompleksowo aktualną, nowoczesną wiedzę w zakresie farmakologii, andrologii, endokrynologii aż po metody inwazyjne czyli chirurgię ginekologiczną (histeroskopię, laparoskopię, laparotomię zabiegową). Wykorzystuje się nowoczesne techniki laserowe, stosuje się waporyzację ognisk endometriozy, chirurgię rekonstrukcyjną jajowodów oraz specyficzne postępowanie przeciwzrostowe. Równolegle, także wobec mężczyzny podejmowana jest diagnostyka zmierzająca do wykluczenia ewentualnych problemów leżących u podstaw niepłodności lub obniżonej płodności. Jeżeli konieczne jest leczenie, także mężczyzna poddaje się terapii. Jeśli powiedzie się poczęcie, NaProTECHNOLOGIA wiele uwagi poświęca monitorowaniu ciąży oraz zapewnieniu pomyślnego jej przebiegu aż do urodzenia się dziecka. Diagnozowanie i leczenie w NaProTECHNOLOGII nie budzi żadnych rozterek natury etycznej. .
  • msa5d7h9r8.pages.dev/707
  • msa5d7h9r8.pages.dev/564
  • msa5d7h9r8.pages.dev/517
  • msa5d7h9r8.pages.dev/247
  • msa5d7h9r8.pages.dev/405
  • msa5d7h9r8.pages.dev/443
  • msa5d7h9r8.pages.dev/72
  • msa5d7h9r8.pages.dev/782
  • msa5d7h9r8.pages.dev/529
  • msa5d7h9r8.pages.dev/381
  • msa5d7h9r8.pages.dev/143
  • msa5d7h9r8.pages.dev/164
  • msa5d7h9r8.pages.dev/643
  • msa5d7h9r8.pages.dev/46
  • msa5d7h9r8.pages.dev/68
  • metoda creightona na czym polega