Sceny miłosne w filmach, programach telewizyjnych i książkach są często nieodłącznym elementem rozwoju fabuły. Niektóre z tych scen są tak wzruszające, że zostają w naszej pamięci na długo. W tym artykule omówimy najbardziej wzruszające sceny miłosne, które z pewnością wywołają łzy w oczach. 1. Powitanie […]
Chciałabym abyście mi pomogli wypisać najpiękniejsze sceny miłosnie w całej historii kina zarówno te nowe filmy jak i te o wiele starsze. Ja na początek podaje tytuł filmu:MIŁOŚĆ W NOWYM YORKU_ według mnie ten film zasługuje na 1 miejsce w tym rankingu... proszę o inne propozycje dun1 w odpowiedzi na post: hypnosa | Filmy o miłości nie jest moim ulubionym gatunkiem. Ale moim numer one jestMiasto Aniołów Aenama w odpowiedzi na post: hypnosa | Ja chyba nie jestem romantykiem, ale według mnie ładne sceny były w:-Pamiętnik-AIR TV-Słodki Listopad-Rambo II (kiedy zabijają mu kobiete i niszczy całą wioskę z łuku) [to ostatnie to żart]. VOLF w odpowiedzi na post: hypnosa | Casablanca (scena jak Rick pomaga odlecieć Ilsie). just_my_luck w odpowiedzi na post: hypnosa | - Pearl Harbor,- Skok do wody,- Ice Princess,- i oczywiście Walk to remember navo87 w odpowiedzi na post: hypnosa | Scena miłosna?? Może w Mr. & Mrs. Smith :):):) Świetna scena gdy po ostrej kłótni(:-D)sie godza:P hauser w odpowiedzi na post: hypnosa | saraya_2 w odpowiedzi na post: hypnosa | przede wszystkim "Przęmineło z wiatrem".bardzo pięknym film o miłości jest również "Kiedy mężczyzna kocha kobietę" (z cudownym Andy'm ;p)no i co poza tym... no na pewno Titanic,"Uwierz w ducha", "Dirty Dancing"kurde, na razie nie mogę sobie nic więcej skojarzyc jak sobie przypomnę, to MusicHall w odpowiedzi na post: hypnosa | oprócz tego co już zostało wyspisane to chyba Moulin Rouge- cała scena spekatklu i tego co się po nim stało (jedna z tych nielicznuch romantycznych scen które mi się podobają ) czarna404 w odpowiedzi na post: hypnosa | Co do Pearl Harbor sie zgodze - choc film srednio mi sie widzial to scena posrod spadochronow byla niesamowita..od siebie dorzuce:Milosc przychodzi powoli - scena koncowaNiemoralna propozycja - tez scena koncowa.. molo..Co sie wydarzylo w Madison County - caly film jest piekny, ciezko wybrac jedna sceneDom nad jeziorem - ostatnia scenaPatrol- Kevin zegna sie ze swoja zona i ja caluje:(Zaklinacz koni - taniec przedewszystkimTo wlasnie milosc - cala historia blondyneczki jej meza i przyjaciela jej meza.. aigreta w odpowiedzi na post: hypnosa | Fantastyczna jest scena miłosna między bohaterkami "Mulholland Drive". Genialna. 2. Drugie oświadczyny pana Darcy'ego ("Duma i uprzedzenie") Na liście najromantyczniejszych scen w filmach nie może zabraknąć "Dumy i uprzedzenia". Niektórzy wolą serialową wersję z Niezapomniany Billy Wilder, twórca "Pół żartem, pół serio", "Rzymskich wakacji", ale także "Świadka oskarżenia", zwykł mawiać, że tak naprawdę wszystkie filmy są o miłości. Sześciokrotny zdobywca Oscara wiedział, co mówi, bo sprawdził się z sukcesem we wszystkich filmowych gatunkach. Z okazji walentynek wybraliśmy pięć bardzo różnych filmów o miłości, nakręconych już w XXI wieku, które znać powinien każdy kinoman. Jest wśród nich kultowa trylogia, ale również zupełnie wyjątkowy serial, który jakością i intensywnością emocji, nie ustępuje produkcjom wielkich wytwórni. Dzieło Guadagnino już zyskało status kultowego - jego fragmenty wciąż krążą w internecie w postaci memów lub klipów na YouTubie. 22-letni wówczas Timothée Chalamet (Elio) otrzymał nominację do Oscara za główną rolę męską, zaś Armiego Hammera (Oliver) portale LGBT uznały za najpiękniejszego mężczyznę współczesnego kina. Pozostaje jedynie wyrazić żal, że dystrybutor filmu niebanalny tytuł oryginału "Call Me by Your Name" (Nazywaj mnie swoim imieniem), w tak dziwaczny sposób przetłumaczył na język polski. Sama historia jest w sumie banalna, o jej sile prócz odtwórców głównych ról, decyduje to, w jaki sposób została opowiedziana. Oto do willi rodziców siedemnastoletniego Elia (Timothée Chalamet) w Północnych Włoszech, przyjeżdża Oliver (Armie Hammer), któremu niezadowolony chłopak musi odstąpić swój pokój. To tradycja, że w wakacje rodzina przyjmuje studentów, by pomogli ojcu, profesorowi literatury, w jego badaniach. W bajecznie pięknych krajobrazach słonecznej Italii Elio i przystojny Amerykanin odkrywają odurzającą siłę wzajemnego przyciągania. Obaj są zaskoczeni tym, co czują. Zakochują się w sobie, a to lato obaj zapamiętają na zawsze. Film Guadagnino jest adaptacją książki Andre Acimana pod tym samym tytułem. Nagrodzony Oscarem scenariusz napisał sędziwy James Ivory, reżyser "Okruchów dnia", ale także "Maurycego", kultowego w kinie gejowskim melodramatu z 1987 r., z Hugh Grantem. Słynący z zamiłowania do stylowego, kostiumowego kina filmowiec, tutaj sięgnął po historię osadzoną w latach 80. XX wieku, rozgrywającą się w pięknym otoczeniu, wśród pięknych, dobrze sytuowanych bohaterów. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie wybrzmiałaby tak mocno, gdyby nie usytuowanie jej na tle włoskiego krajobrazu, wśród fascynujących, obdarzonych artystycznych smakiem bohaterów. Krytycy od początku podkreślali, że choć "Tamte dni, tamte noce" są filmem gejowskim, to bohaterowie wcale nie są gejami. To dwaj biseksualni młodzi mężczyźni, mający wcześniej bliskie relacje z kobietami, którzy przeżywają szalony romans. W dodatku w warunkach nadzwyczaj sprzyjających, w miejscu odciętym od reszty świata, gdzie obce są homofobia, nietolerancja czy też presja społeczna. Wręcz odwrotnie - otoczenie jest przychylne ich bliskości, w powietrzu unosi się klimat erotyzmu, zaś fizyczne relacje między bohaterami stanowią dopełnienie, łączącej ich głębokiej przyjaźni. Zupełnie jak w epoce Platona, którego znawcą jest ojciec Elia. Najważniejsza scena filmu, w której mówi on synowi, by pozwolił sobie na przeżycie bólu, jakiego doświadcza po rozstaniu, zamiast od niego uciekać, to także jedna z najpiękniejszych wśród XXI-wiecznych historii miłosnych. "Wyrywamy z nas samych tak wiele, aby wyleczyć się z bólu, że bankrutujemy w wieku 30 lat i mamy mniej i mniej do zaoferowania gdy zaczynamy z kimś nowym. Twoje życie to twoja sprawa - mówi ojciec do Elii, i dodaje: - Pamiętaj: serce i ciało dostajemy tylko raz. Serce szybko się zużywa, na ciało z czasem nikt nie chce patrzeć, a co dopiero się do niego zbliżyć. Teraz czujesz smutek i ból, ale nie niszcz tego wraz z radością, którą czułeś". Książka doczekała się kontynuacji zatytułowanej "Znajdź mnie", pisanej z myślą o sequelu filmu - skupiła się na historii rozwiedzionego ojca Eli, choć wrócili obaj bohaterowie "Tamtych dni...". Dawno powstałby drugi film, gdyby tym razem rzeczywistość w niewesoły sposób nie zatryumfowała nad sztuką. W styczniu 2021 r. kilka kobiet oskarżyło w mediach społecznościowych Armiego Hammera o przemoc seksualną. Ujawniły fragmenty rozmów, w których aktor pisał o fantazjach powiązanych z gwałtem, a nawet kanibalizmem. Miesiąc później kolejna kobieta oskarżyła go o brutalny gwałt. Zarzuty okazały się bardzo poważne. I choć jedyne co wiemy, to fakt, że policja w Los Angeles prowadzi śledztwo w tej sprawie, kariera Hammera legła w gruzach. Wycofano także projekty z udziałem aktora - w tym zapowiadany film z nim i Jennifer Lopez. Twórcy filmu "Next Goal Wins" posunęli się jeszcze dalej, usuwając sceny z udziałem aktora, i kręcąc je od nowa z innym. Na to, by powstała kontynuacja filmu Guandagnino z udziałem Hammera, nie ma szans. To z całą pewnością najpiękniejsza miłosna trylogia we współczesnym, (i nie tylko) kinie. I chociaż pierwszy z filmów powstał pod koniec minionego wieku, (1995), całość sytuujemy w XXI wieku. Nakręcone w europejsko-amerykańskiej koprodukcji "Przed wschodem słońca" opowiadało prostą historię Francuzki Celine i Amerykanina Jessego, którzy spotykali się przypadkiem w pociągu do Wiednia. Pierwsze nieśmiałe słowa zmieniły się w trwającą całą noc fascynującą rozmowę, podczas której para spacerowała po Wiedniu, rozmawiając o przeszłości i przyszłości, o miłości i polityce. Po prostu o życiu. Gdyby spytać o akcję filmu, należałoby odpowiedzieć, że w zasadzie nie istnieje, i w tym wyjątkowym przypadku to atut. Wszystko wydarza się tutaj "między słowami", i nie ma w sobie nic z banału. Przyprawione nieskrywaną chemią między parą aktorów, składa się na porywająca opowieść o rodzeniu się uczucia, które w kolejnych filmach ewoluuje i przetrwa próbę czasu. Film przyniósł Richardowi Linklaterowi Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię na Berlinale i stał się obiektem uwielbienia milionów widzów na całym świecie, którzy wymusili kontynuację. Doczekali się jej dopiero po 9 latach, a fani czekali ze strachem, czy prawo serii nie okaże się bezlitosne i "Przed zachodem słońca" nie rozczaruje. Niepotrzebnie, bo film okazał się równie błyskotliwy i oryginalny, co poprzednia część. Udało się także zachować niepowtarzalny klimat opowieści. Tym razem jednak nad obrazem reżyser pracował wraz z obojgiem aktorów, który mailowo przesyłali sobie przez rok kolejne sceny i dialogi. Powstał obraz równie autentyczny, skrzący się emocjami. Bohaterowie spotykają się tu w Paryżu, podczas promocji książki Jessego. On zdążył założyć rodzinę, ale wciąż nie potrafi zapomnieć o pięknej Francuzce, która okazała się miłością jego życia. Miłością odwzajemnioną. Trzecia, jak na razie, ostatnia część niezwykłej serii, (twórcy nie wiedzą jeszcze, czy to na pewno koniec), rozgrywa się po upływie kolejnych 9 lat, w czasie letnich wakacji w Grecji. I aż trudno w to uwierzyć, ale okazuje się być jeszcze lepsza od poprzednich dwóch, co udowadnia nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz dla filmu. Choć minęło prawie 20 lat od pierwszej, z ekranu wciąż bije ta sama pasja, świeżość i chemia między postaciami, mimo że są już małżeństwem z 10-letnim stażem i dwójką dzieci, walczącym o przetrwanie związku. Wspólne życie dwojga ludzi jak to bywa, generuje punkty zapalne, które bohaterowie próbują ugasić. Dawna opowieść o romantycznej miłości ewoluuje w stronę pogłębionej analizy relacji męsko-damskich dwojga bliskich sobie ludzi. Przypominają się choćby ostatnio zaprezentowane w nowej wersji "Sceny z życia małżeńskiego" Bergmana. U Linklatera wypadają równie przekonująco. Wielka szkoda, że film nie otrzymał ostatecznie Oscara za scenariusz, bo byłoby to (zasłużone!) ukoronowanie jednej z najbardziej niezwykłych serii w historii kina. A swoją drogą, kto z nas nie chciałby zobaczyć ponownie aktorskiego duetu w ostatniej odsłonie - choćby w roli dziadków, pielęgnujących łączące ich uczucie, tym razem dla odmiany, poddających je analizie podczas spaceru po Nowym Jorku? Każde pokolenie o miłości próbuje opowiadać na nowo. Szuka własnego języka, przekonane o wyjątkowości swoich uczuć i doświadczeń. I choć wędruje po śladach poprzedników, co jakiś czas pojawia się ktoś, komu udaje się znaleźć nową, oryginalną formę dla miłosnej historii. Tak było w przypadku "Normalnych ludzi" Lenny’ego Abrahamsona, twórcy równie znakomitego "Pokoju". Złożony z 12 półgodzinnych odcinków serial jest adaptacją głośnej książki Sally Rooney. Filmowa opowieść o związku pary nastolatków, a potem już dojrzałych, wciąż bardzo młodych ludzi, bije jednak ją na głowę, i ma szanse stać się dziełem kultowym dla pokolenia Z, urodzonego z Wifi w pępowinie i z kontem w mediach w społecznościowych. Dziełem kultowym "Normalni ludzie" będą także dla ich poprzedników- Milenialsów, (urodzonych między 1980 a 1995 rokiem). Ale serial zachwyci wszystkich, bez względu na pesel. Bohaterów - Mariannę i Connella, (wspaniali Daisy Edgar-Jones i Paul Mescal), poznajemy jeszcze jako kolegów ze szkoły, w małym miasteczku w Irlandii. Pochodzą z różnych środowisk: ona jest bogatym dzieckiem, samotnym i przepełnionym agresją. Jego mama pracuje w jej domu jako pomoc domowa, co od razu wyjaśnia różnicę ich statusów. Ale to Connell jest popularny, przystojny i pożądany przez dziewczyny, podczas gdy Marianne nielubiana, nie budząca zainteresowania chłopców, trzyma się na uboczu. On ma także dodatkowe wsparcie w kochającej bezwarunkowo matce. Zaczynają z sobą sypiać w tajemnicy, zanim trafią na studia do Dublina, gdzie spędzą kilka następnych lat, oscylując między byciem przyjaciółmi a kochankami. Seks między nastolatkami, jeśli już go oglądamy na ekranie, jest niezdarny i zabawny (patrz: "Edukacja seksualna"). Czasami szokuje. Tymczasem w "Normalnych ludziach" intymność między Marianne i Connellem jest tak prawdziwa, że patrząc na nich, czujemy się prawie jak intruzi. Znacznie gorzej młodzi radzą sobie z emocjami, stąd ciągłe rozstania i powroty. Gdy spotkają się ponownie na studiach w Dublinie, zaczną prowadzić z sobą grę. On ma problemy z wyrażaniem uczuć i nie potrafi otwierać się na innych, ona - pozornie bezkompromisowa, jest przetrącona emocjonalnie przez brak relacji z matką. Są stworzeni do tego, by być razem, ale traumy, kompleksy i brak wiary w siebie, nieustannie burzą ich jedność. Seksualność okaże się najskuteczniejszą formą ich komunikacji. Ale oboje wciąż ewoluują, uczą się na błędach, pisząc swoją własną historię. Daisy Edgar-Jones i Paul Mescal na ekranie osiągają prawdziwe mistrzostwo. Chemia między nimi bije z każdej sceny. Ich spojrzenia, wzajemny dotyk, sprawiają, że zapominamy, że to aktorzy - wierzymy, że stali się filmowymi postaciami, od których nie możemy oderwać wzroku. Zostajemy wciągnięci w ich historię, a potem zostawieni z myślami o naszej własnej historii dorastania. O miłości, którą zachowaliśmy i o tej, którą porzuciliśmy. O tym, jak każda z nich nas zmieniła. Opowiadać o "Miłości" Hanekego jest niezwykle trudno. Sama historia może wydawać się zwyczajna, jej siła tkwi bowiem w tym, jak została opowiedziana. Bohaterami "Miłości" jest stare małżeństwo nauczycieli muzyki - Georges i Anne. Dwoje kochających się od dekad ludzi, prowadzących ustabilizowane, dostatnie życie. Ten poukładany świat burzy nagła choroba żony - Anne dostaje udaru, a prosta operacja się nie udaje. Wraca do domu na wózku, ze sparaliżowaną połową ciała. Początkowo funkcjonuje nieźle z pomocą męża, ale jej stan pogarsza się z każdym dniem. Mimo nalegań córki, Georges nie pozwala na umieszczenie jej w zakładzie opieki, składa też jej przysięgę, że nie odda jej do szpitala. Ciąg dalszy, to już obserwacja jego zmagań z kolejnymi etapami jej niedołężności i cierpienia. Georges świadomie chce w nim współuczestniczyć i nie ma w tym nic z poświęcenia. Jest jedynie autentyczna potrzeba bliskości z kobietą swego życia, nawet wtedy, gdy ona już traci kontakt z rzeczywistością. Haneke wysnuwa swój dramat z banalnych sytuacji. Każdy drobiazg pokazany na ekranie nabiera nowego sensu, każdy coś znaczy i przywodzi na myśl jakieś skojarzenia. Miłość pokazana bez cienia sentymentalizmu, obecna jest w każdej scenie filmu, choć nie mówi się o niej niemal w ogóle. Słowo "kocham" w ogóle nie pada z ekranu, a jednak nie mamy wątpliwości, że śledzimy historię wielkiego uczucia. Stajemy się świadkami oswajania śmierci w jedyny możliwy sposób - poprzez miłość. Haneke wcześniej z pasją odkrywający mroczne zakamarki ludzkiej duszy, tutaj opowiedział się za tymi najjaśniejszymi. Nawet umieranie potraktował w "Miłości" jako ostatni etap jej dopełnienia. Sposób, w jaki jego bohater uwalnia ukochaną kobietę od cierpienia, u wielu osób wzbudza jednak kontrowersje. Zmusza do przedefiniowania naszego myślenia o miłości, która w filmie staje się doświadczeniem granicznym, przekraczającym naszą doczesność. Genialnie obsadzeni aktorzy - legendy francuskiej nowej fali Emmanuelle Riva i Jean Louis-Trintignant, tworzą tu pożegnalne kreacje życia. Riva otrzymała za rolę nominację do Oscara, a krótko potem, odeszła w wieku 89 lat. Na festiwalu w Cannes Haneke mówił, że pomysł filmu zrodził się z obietnicy, jaką złożyli sobie nawzajem z żoną: że w przypadku choroby któregoś z nich, drugie go nie opuści i nigdy nie odda do domu opieki. To było dekadę temu. Do nagrodzonego zasłużenie Złotą Palmą i Oscarem filmu życie dopisało ciąg dalszy, pokazujący konsekwencję twórcy. Trzy lata po jego premierze żona reżysera ciężko zachorowała, on zaś zrezygnował z robienia filmów i całkowicie poświęcił się opiece nad nią. Gwałtowna zmiana nastroju - od melodramatu z elementami thrillera w wersji Hanekego do komedii romantycznej mistrza gatunku Richarda Curtisa, pokazuje, jak wielki jest rozrzut gatunkowy filmów, eksplorujących miłosne historie. "To właśnie miłość" nie jest może dziełem tak oryginalnym jak "Cztery wesela i pogrzeb" tego reżysera, ale dorównuje mu popularnością i bezpretensjonalnym wdziękiem. W okolicach Bożego Narodzenia od lat idzie łeb w łeb z nieśmiertelnym "Kevinem samym w domu", a przez okrągłe 12 miesięcy działa jak niezawodny antydepresant. Opowiada dziesięć historii o zawiłościach naszych uczuć, z których każda rozgrywa się w okresie przedświątecznym i pokazuje inne oblicze miłości. Wszystkie przenikają się nawzajem w kluczowych momentach scenariusza. Mają smak słodko-gorzki, a ich największym atutem jest poczucie humoru twórców i świetne aktorstwo gwiazd brytyjskiego kina. Harry (nieodżałowany Alan Rickman w roli czarnego charakteru), mąż Karen, wdaje się w romans, z młodszą o pokolenie sekretarką. Żona (niezrównana Emma Thompson) cierpi i milczy, łkając w samotności przy dźwiękach muzyki Joni Mitchell, a zdradę wybacza w finale. Jej młodszy brat, kawaler (takiego Hugh Granta- zagubionego, wiecznego chłopca, kochamy najbardziej), zostaje premierem Wielkiej Brytanii i zakochuje się we własnej asystentce, urokliwej dziewczynie pełnej kompleksów. Mark (Andrew Lincoln), od lat kocha się w żonie najlepszego przyjaciela (Keira Knightley), choć nie zamienił z nią nigdy słowa. Gdy kręci weselne wideo złożone wyłącznie ze zbliżeń jej twarzy, a potem wyznaje miłość, gdy jej mąż stoi kilka metrów dalej. Robi to i tym razem bez słów - scena, w której pokazuje dziewczynie, rozkładając kolejne zapisane kartki, zdanie: "Dla mnie jesteś doskonała", wciąż wygrywa w rankingach na najbardziej romantycznych scen w historii kina. Jest też zdradzony pisarz, zakochujący się w portugalskiej pomocy domowej, pracującej w jego willi na francuskiej Riwierze (żadne nie zna języka drugiego), i dziesięciolatek, za wszelką cenę pragnący zwrócić uwagę ślicznej koleżanki. Dziesięć historii, z których każda ma wyraźny początek, rozwinięcie i zakończenie stanowi namacalny dowód scenopisarskiego talentu Curtisa. Obok wymienionych gwiazd pozostałe role grają Colin Firth, Liam Neeson, Billy Bob Thornton i Rowan Atkinson. Film został zrealizowany za 30 mln dolarów, a zarobił ponad 250, i zarabia nadal. I choć nikt miłości nie przelicza na pieniądze w tym wypadku przeciwwskazań brak. Sceny miłosne w filmach komiksowych są zawsze niezręczne. Są napisane w taki sposób, aby wywołać niezręczny śmiech na scenie, i często można zobaczyć niezręczną scenę miłosną w każdym filmie komiksowym. Ale ta scena jest o wiele bardziej zawstydzająca, ponieważ przedstawia pokręcony i czarny humor. Andrzej to jeden z najpopularniejszych uczestników "Sanatorium miłości". W rozmowie z portalem Pomponik mężczyzna wyjawił, jakich scen nie pokazały kamery. Opowiedział również, co sądzi o montażu odcinków oraz o tym, jak został przedstawiony na ekranie. Finał "Sanatorium miłości" już za nami, a fani formatu nadal chcą znać szczegóły ostatniego, 4. sezonu programu. Nic dziwnego - w końcu show cieszy się ogromną popularnością, a kuracjusze z ostatniego sezonu podbili serca widzów. Fanów interesują nie tylko szczegóły z życia prywatnego uczestników "Sanatorium miłości", ale także kulisy powstawania programu. Niedawno Mariola Busk rozwiała ich wątpliwości dotyczące aranżowania związków przez producentów show. Poza tym widzowie chcą wiedzieć, jakie sceny zostały nagrane, ale ostatecznie nie pojawiły się w telewizji. To pytanie zadał Andrzejowi Sikorskiemu reporter portalu Pomponik. Było wiele scen, które nie zostały pokazane. Wynikało to z realizacji programu i możliwości ramowych poszczególnych odcinków. Na pewno nie pokazano koni, na których jeździliśmy, ani aerobiku w basenie [...]. Generalnie to, co pokazano, to była kwintesencja tego, co tam się zdarzyło - powiedział senior. Reporter Pomponika zapytał również Andrzeja o to, co sądzi na temat montażu programu. Mężczyzna uważa, że zdarzenia zostały pokazane w sposób autentyczny. Nie ma również zastrzeżeń do sposobu przedstawienia swojej osoby. Autentyczność zdarzeń w programie była bliska ideałowi. Montaż może pewne rzeczy pokazać trochę inaczej. Rzeczywiście można ukierunkować osobę tak, jak producenci tego chcą. Na szczęście dla nas takie rzeczy nie nastąpiły. Natomiast wiele rzeczy tam było takich autentycznych, prawdziwych. Jeśli ktoś w swoim wyrazie jest autentyczny i szczery, to te rzeczy później wychodzą [...] Ja zostałem pokazany powiedzmy w 95% takim, jaki naprawdę jestem. Zobacz zdjęcia z finału 4. edycji "Sanatorium miłości"! Nie żyje Nina Busk. Wzruszający wywiad z bohaterką Sanatorium Miłości Sonda Oglądasz "Sanatorium miłości"?Pewnego dnia Joel Dawson (Dylan O’Brien) nawiązuje kontakt radiowy z Aimee, swoją dziewczyną z liceum. Okazuje się, że mieszka ona na wybrzeżu ponad 100 kilometrów dalej. W Joelu odżywają dawne uczucia. Zdaje sobie sprawę, że pod ziemią nic go nie trzyma, i pomimo wszystkich czyhających na powierzchni niebezpieczeństw postanawiaErotyka to całe szczęście nie pornografia. Oczywiście, wszystko jest dla ludzi, ale stanowczo bardziej wolimy oglądać artystyczne - nawet bardzo śmiałe - wizje miłości fizycznej, niż wykwity wyobraźni reżyserów z branży porno. Zobaczcie, jakich erotycznych ujęć na pewno nigdy nie zapomnimy:"9 Songs" reż. Michael Winterbottom Świat miłości i świat muzyki rockowej - pozornie różne, ale tak naprawdę przenikające się byty. Nasycony erotyką związek Lisy i Matta kończy się po roku, ale na pewno pozostawia niezatarte wspomnienia... "Kochanek" reż. Jean-Jacques Annaud Piętnastoletnia Francuzka i trzydziestoletni Chińczyk. Czy taka miłość jest w ogóle możliwa? Tak, a udowadnia to specjalista od nastrojowego klimatu, Annaud. Wyobraź sobie zaciemniony pokój, mroczny i pełen zmysłowej energii erotycznej..."Gorzkie gody" - reż. Roman Polański Peter Coyote i Emanuelle Seigner - duet porażający i przerażający. Perwersyjne dzieło Polańskiego uwodzi nas już od pierwszych minut. Historia Mimi i Oskara to opowieść o seksie, który staje się chorą obsesją i o tym, co może się stać, gdy ludzie przekraczają wszystkie granice. Niektóre sceny przyprawiają o... właśnie, o co? Obejrzyjcie, bo warto*."Imperium zmysłów" reż. Nagisa Oshima Czy umiałabyś poświęcić życie, by zintensyfikować swoje doznania erotyczne? Bohaterowie filmu Oshimy właśnie to czynią, przekonując nas w każdej scenie, że naprawdę warto..."Ostatnie Tango w Paryżu" reż. Bernardo Bertolucci Od daty premiery minęło 37 lat, a niektóre sceny z filmu Bertolucciego do dziś budzą wiele kontrowersji. Historia Amerykanina, który w rozpaczy po samobójczej śmierci żony na trzy dni zamyka się z młodziutką Francuzką, by uprawiać z nią szalony seks uwodzi nowe pokolenia filmożerców. I ten młody Marlon Brando... "Emmanuelle" reż. Just Jaeckin Ponętna żona francuskiego dyplomaty (w tej roli niezapomniana Sylvia Kristel) wyjeżdza z mężem do Bangkoku i tam - pod okiem włoskiego arystokraty - zglębia tajniki seksu. Kobieca ciekawość i potrzeba poznawcza (no i nie oszukujmy się - chyba też nuda...) głównej bohaterki do dziś inspirują wielu twórców, nie tylko filmowych. Emanuelle to symbol tajemnicy, którą niesie ze sobą seks."Oczy szeroko zamknięte" - (1999) reż. Stanley Kubrick Podążaj za pokusą - to zdanie mogłoby wystarczyć za cały komentarz do tego filmu. Mistrz Kubrick operuje tajemniczością, co nie dziwi o tyle, że robi tak w każdym ze swoich filmów. Wszystko zaczyna się wtedy, gdy przykładna żona wyznaje swojemu mężowi, że miewa fantazje seksualne..."Grzeszna miłość" reż Michael Cristofer Antonio Banderas i Angelina Jolie razem w łóżku i nie tylko - czy w ogóle jeszcze trzeba cokolwiek dodawać?"Powiększenie" reż. Micheloangelo Antonioni Sesja fotograficzna może się stać areną pożaru zmysłów, co wspaniale udowodnił w swoim dziele mistrz Antonioni. "Powiększenie " warto obejrzeć dla tej jednej sceny..."Żar ciała" reż. Lawrence Kasdan Opowieść o tym, co jedna seksowna i świadoma swojej potęgi kobieta może zrobić z życiem mężczyzny. W roli uwodzicielki naczelna piękność lat osiemdziesiatych, czyli Kathleen Turner."Lucía i seks" reż. Julio Medem Lucia straciła swojego długoletniego chłopaka i aby się pocieszyć, wybrała się na urlop na jedną z wysp Morza Śródziemnego. A potem jest już tylko lepiej... Reżyserowi zarzucono dryfowanie ku pornografii, ale by wyrobić sobie pogląd, trzeba ten film po prostu obejrzeć.
Pełne pasji, miłosne sceny w wannie. 3,0K odwiedzone ; 57,6% 10:46 Doskonałe sceny seksualnych starć. 1,6K odwiedzone ; 60,0% 1:32h Najlepsze erotyczne sceny z niektórych filmów. 14,5K odwiedzone ; 54,8% 08:11 Erotyczne sceny dla twojej rozrywki. 2,4K odwiedzone ; 61,3% 06:43 Gorące seksualne sceny z filmów. 5,6K odwiedzone ; 60,6% 02:09
Prawdziwe sceny seksu w filmach! Aktorzy zagrali je naprawdę! Angelina Jolie i Antonio Banderas rozpalili zmysły Zastanawialiście się kiedyś, w których filmach aktorzy zdecydowali się na odegranie scen seksu naprawdę przed kamerami? Zebraliśmy dla was listę odważnych filmów, w których bohaterzy zrobili to bez cienia zawstydzenia! Niektórych widzów świadomość o odważnych scenach zawstydza. innych oburza a jeszcze innych bardzo intryguje! Uważacie to aktorską odwagę czy za przekroczenie granicy, która powinna powinna zostać zachowana? Zobaczcie w naszym wideo, w których filmach nie zabrakło pikantnych scen! W tych filmach aktorzy uprawiali seks naprawdę! W jednym z nich zagrali sami Angelina Jolie i Antonio Banderas! Zobacz także: Oto najostrzejsze sceny seksu w "365 dni". Uwaga, spoilery! Role Angeliny Jolie i Antoniego Banderasa nieźle podgrzały atmosferę! W jakich propozycjach filmowych było równie pikantnie? East News
Jak dla mnie piękne sceny miłosne to: - Apartament - scena śledzenia Lisy oraz końcowa kiedy główni bohaterowie w końcu się odnajdują, - Pearl Harbor - romantyczna scena wśród spadochronów :D. - Troja - kiedy Hektor wyrusza na walkę z Achillesem i żona żegna go, oraz chwila śmierci Achillesa w ramionach Briseis,